Pozycja „Mikrokosmos wiersza. Interpretacje poezji współczesnej” Piotra Michałowskiego wydaje się publikacją bardzo przełomową. Według konceptu autora fundamentem zawartych w niej rozważań nie są próby całościowego ujęcia dorobku ostatnich pokoleń twórców lecz liryczny konkret – cała uwaga badacza skupiła się na poszczególnych tekstach w celu skonstruowania ich spójnego „portretu”. Już w tym momencie warto zauważyć silnie widoczny dydaktyzm tej książki. Jej celem jest nauczenie hipotetycznego czytelnika sensualnego obcowania z tkanką lirycznego wyznania bez pośpiechu i z pełnym skupieniem.
Zostały tutaj omówione utwory Bolesława Leśmiana („Tęcza”), Ewy Lipskiej („Na szczęście”), Zbigniewa Herberta („Głos”, „Wyspa”), Heleny Raszki („Logiczny układ”), Mirona Białoszewskiego („Przejście 2”), Anny Piwkowskiej („Kolejka elektryczna”), Krzysztofa Kamila Baczyńskiego („*** [Gdy za powietrza zasłoną]”), Jerzego Ficowskiego („Kolejka”), Witolda Wirpszy („Purpurowy zbiór legend”), Czesława Miłosza („Piękna nieznajoma”, „Przepis”, „TO”), Wisławy Szymborskiej („Wypadek drogowy”), Bohdana Zadury („Zbuntowane komórki”), Jacka Podsiadły („Kadra na mecz z Francją została już powołana…”), Anny Frajlich („Elegia o kaflowym piecu”), Ryszarda Krynickiego („Mój przyjaciel odcina się od świata”), Marcina Świetlickiego („M – w sierpniu”), Tadeusza Dąbrowskiego („Geologia”), Stanisława Barańczaka („Jakieś Ty”, „To, co jest wierszem nie do pomyślenia”), Edwarda Balcerzana („Poeta”) a więc twórców znanych, szanowanych i wielokrotnie interpretowanych. Tom ten wprowadza jednak tak zwaną „nową jakość” dzięki swojemu rozpatrywaniu „wszelkich” możliwych sensów.
Jak wiadomo do dnia dzisiejszego teoretycznie nie została radykalnie wyznaczona granica pomiędzy przypuszczeniami interpretacyjnymi (nadinterpretacją) a „właściwą” i „dobrą” analizą, pełnym zdekodowaniem znaczeń utworu. Z tego powodu, iż istnieje wiele teorii na ten temat niemożliwym jest ocenienie zawartych w analizowanym tomie szkiców. Warto jednakże zauważyć, że ich autor balansuje niekiedy pomiędzy dwiema, wymienionymi wcześniej, przestrzeniami; ociera się także o zbyt dalekosiężne ujmowanie przesłanek zawartych w wierszach. Jednak w gruncie rzeczy czytelnik niniejszego zbioru dostaje do rąk tom bardzo przydatny w niewątpliwie trudnej nauce analizy tekstów literackich, wspaniale zorganizowany pod względem tematycznym. Zebrane tutaj dwadzieścia trzy szkice podzielone zostały na odrębne działy oscylujące wokół tematu przyrody (poznania jej przez człowieka – czytelnika), miłości (prawdopodobnie najsilniejszego uczucia doprowadzającego wielokrotnie do śmierci), dojrzewania tożsamości ludzkiej, dojrzewania fizyczno-intelektualnego oraz „burzliwego” nurtu autotematycznego traktującego o roli, miejscu poety w świecie i istocie jego wytworów. Jako, że na każdą analizę poświęcono około dziesięć stronic widoczne jest oczywiste zaangażowanie interpretatora – każdy utwór analizowany jest z wielu perspektyw (pomagających w dotarciu do samego sedna) z zachowaniem i wykorzystaniem możliwych kontekstów, w szczególności filozoficznego, intertekstualnego, religijnego oraz historycznego.
Z nieznanych mi względów do niniejszego tomu został dodany artykuł pod tytułem „Między szkołą interpretacji a interpretacją w szkole”, który wraz z zamieszczonymi na końcu publikacji „Propozycjami do konspektów lekcji interpretacji” wskazuje na to, iż książka ta adresowana jest przede wszystkim do ludzi zajmujących się nauczaniem języka polskiego w szkołach co wydaje się pewnym nieporozumieniem. W eseju tym autor argumentuje, iż nadrzędnym celem edukacji polonistycznej jest opanowanie przez uczniów technik pełnego „czytania” tekstów kultury w późniejszym życiu, co nota bene wydaje się słuszne lecz całkowicie nieprzystające do rzeczywistości współczesnego polskiego szkolnictwa. Dziwne jest więc, że w swoim autorskim zbiorze interpretacji Piotr Michałowski zamieszcza dla nauczycieli gotowe plany lekcji w gruncie rzeczy z założenia odrzucających nietuzinkowe myślenie uczniów w pełni predestynowanych do wysnucia całkiem odmiennych tez niemieszczących się w programie.
Autor: Przemysław K.
Piotr Michałowski „Mikrokosmos wiersza. Interpretacje poezji współczesnej”,Oficyna Wydawnicza Impuls, Kraków 2012, s. 284
„Z tamtej strony ciszy” to kolejna odsłona cyklu „44. Poezja polska od nowa”. Tym razem padło na twórczość Bolesława Leśmiana (1877-1937). Bez wątpienia trudnego wyboru czterdziestu czterech utworów podjął się Jacek Gutorow, także poeta. Zaprezentowany tom jest bardzo reprezentatywny, prezentuje różne nurty w twórczości tego wybitnego artysty. Wbrew pozorom wiersze te nie są przesycone leśmianizmami, neologizmami pomagającymi mu w zarysowaniu pożądanych obrazów poetyckich. Pojawiają się wyłącznie w miejscach centralnych, kulminacyjnych, w których należy doszukiwać się puenty, „słów-kluczy” i czytelniczego olśnienia. Bardzo interesujący jest proces konfrontowania świata realnego z irracjonalnym, będącym w gruncie rzeczy o wiele bardziej rzeczywistym. W wielu utworach znajdują się wyraźne wskazówki pozwalające uznać nam te liryki za poezję apelu, między innymi gdy podmiot liryczny apeluje o poszukiwanie inspiracji w działaniach przyrody. Warto więc prześledzić ich przesłanie.
Kolejny wybór opowiadań Sławomira Mrożka ukazał się pod tytułem „Krótkie, ale całe historie”. Jeden z czołowych polskich dramaturgów z kręgu tak zwanego „teatru absurdu” jest również, o czym warto wiedzieć, mistrzem krótkiej formy, oscylującej w podobnej tematyce. Niniejsze utwory każdy czytelnik wychowany na tradycjach polskiej kultury rozpozna jako jawną aluzję do naszej historii, dziedzictwa poprzednich epok czy też mentalności ludzi mieszkających w Polsce. Jest to więc nieskrywana kreacja sztucznego i hermetycznego świata, mającego tak naprawdę swój odpowiednik w rzeczywistości. Zastanawiająca jest kwestia gdzie należy poszukiwać niewątpliwego geniuszu tych opowiadań? Zapewne w błyskotliwej puencie, wstrząsającym wyczuciu obranej formy, eksploracji wszystkich niuansów i w twórczym dotarciu do jej granic. Dlaczego większość z nich „ograniczyła” się jedynie do kilku stronic? Możemy przypuszczać, iż inny model tych utworów zwyczajnie nie wytrzymałby pod naporem prostych w budowie, lecz skondensowanych w przekazie konstrukcji fabularnych. Teksty zebrane w analizowanym tomie łamią więc wszelkie reguły, jako „twory” nieosadzone w czasie i przestrzeni pojmowanej zmysłami. Wskazują tym samym na uniwersalność i ponadczasowość własnych znaczeń. Gdy z tej perspektywy spojrzymy na tytuł tej książki może nam się on wydać błędny. Zawarte w niej teksty są poniekąd „krótkie”, lecz nie „całe” z powodu skonfrontowania większości z wykorzystanych chwytów ze świadomością nieskończoności ludzkiego losu, przekonania o tym, że nasza cywilizacja (oparta w gruncie rzeczy całkowicie na wytworach imaginacji i strachu) ma przed sobą jeszcze długą historię powolnej degrengolady. Wrażenie to jest tym bardziej wyraziste jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Sławomir Mrożek motywy klasyczne zestawił w tym przypadku z „tłem” współczesnym, z rzeczywistością z którą mierzy się codziennie każdy z nas, także sam autor. Nie łudźmy się jednak, że wartość tych bez wątpienia mistrzowskich opowiadań wzrasta wraz z postępem cywilizacyjnym. Historia pokazuje, iż wielu jeszcze tego typu artystów będzie musiała „wydać” polska ziemia, aby wreszcie dokonała się od dawna oczekiwana transformacja.
Ten biało-czerwony tom zbiera w sobie 154 sonety autorstwa jednego z najwybitniejszych pisarzy angielskich. Wnikliwy badacz jego twórczości od razu zakwestionowałby informacje zawarte w tym pierwszym zdaniu. Nikt bowiem nie ma pewności co do tego czy William Szekspir zgodził się na wydanie tych utworów, czy rzeczywiście to on był autorem wszystkich z nich i czy miał wpływ na ostateczny kształt pozycji, która ukazała się w 1609 roku w wydawnictwie wówczas mało znanego wydawcy Thomasa Thorpe’a. Te trzy zastrzeżenia są oczywiście niczym w porównaniu z wszystkimi pytajnikami jakie możemy odnaleźć w publikacjach naukowych na temat tego zbioru. Pewne logiczne usystematyzowanie dotychczas zebranej wiedzy (a nie „pseudoteorii”!) polski czytelnik odnajdzie we wstępie zatytułowanym „Nie Igraszka Czasu” autorstwa Stanisława Barańczaka, który podjął się także opracowania całej publikacji (wraz z zawartymi na końcu objaśnieniami, niekiedy wręcz niezbędnymi do pełnej interpretacji tekstów) oraz przetłumaczenia „Sonetów”. Oczywiście nietrudno jest sobie wyobrazić na ile trudności ten skądinąd wybitny poeta natrafił podczas tej żmudnej pracy. Wszystko to dopełnia fakt, iż niniejsze wydanie jest dwujęzyczne – obok polskiego tłumaczenia znajdziemy także angielskie wersje.
„Trociny” to kolejna powieść w dorobku twórczym Krzysztofa Vargi. Jest to bardzo odważny współczesny pamflet mający na celu zdemaskowanie wraz z równoczesnym ośmieszeniem (czy też poniżeniem) całego polskiego społeczeństwa. Podniesienie wszystkich naszych niechlubnych zachowań do rangi elementu dzieła sztuki wskazuje na jawną próbę dokonania całościowego (choć nie docierającego do „drugiej strony medalu”) portretu otaczającej nas rzeczywistości. Autor, jako absolwent warszawskiej polonistyki, z zupełnością zapewne był świadomy reguł jakimi rządzi się obrana konwencja. Dowodem na to może być to, że w niniejszej pozycji trzy główne płaszczyzny: religijna, społeczna i obyczajowa nieustannie się zacierają w swych granicach i deprecjonują wartość pozostałych.
Najnowszy, można rzec: tematyczny wybór wierszy Leopolda Staffa pod tytułem (oczywiście zaczerpniętym z jednego utworu) „Wyszedłem szukać” został dokonany przez Justynę Bargielską, poetkę młodego pokolenia, autorkę m.in. nagradzanych ostatnio „Obsoletek”. Twórczość tego poety jest absolutnym ewenementem w skali całej polskiej poezji. Przypadająca na trzy bardzo burzliwe epoki (Młoda polska, dwudziestolecie międzywojenne, czasy powojenne), nieustannie ewoluująca, poszukująca nowych form, stała się do tego stopnia wielowymiarowa, że nie sposób się w niej odnaleźć. Niniejsza publikacja zawiera jednak pewne wskazówki interpretacyjne. Odnajdziemy na jej końcu dwa krótkie teksty. Pierwszy z nich jest refleksją autorki zbioru na temat poezji Leopolda Staffa, natomiast drugi krótką jego biografią. Oba są jedynie „zapałką”, a nie wielką „pochodnią” mającą pomóc swoim światłem w trakcie lektury. Wypada zauważyć, iż w tym przypadku takie postępowanie jest bardzo uzasadnione – dekodowanie znaczeń tych utworów będzie przeżyciem zbyt intymnym, aby zakłócać je niepotrzebnymi ingerencjami z „zewnątrz”. Wielokrotnie przyjdzie nam przyjąć postawę „Wesołego pielgrzyma” (jak sam siebie nazwał niegdyś Leopold Staff), który lawiruje pomiędzy dynamicznymi obrazami poetyckimi w poszukiwaniu ukrytego dla czytelnika skarbu znaczeń. Warto choć w znikomym stopniu prześledzić ich różnorodność, aby uświadomić sobie mnogość poruszanych w tym zbiorze tematów.
Celem tej publikacji jest skonstruowanie pełnego opisu sytuacji w jakiej znalazł się Osip Mandelsztam i jego ojczyzna w 1917 roku, czyli w okresie licznych światopoglądowych zawirowań. Był to czas bardzo nieprzyjazny dla tego poety. Został brutalnie odciągnięty od „radosnego czasu rozkwitu poezji i sztuki w Srebrnym Wieku” (s. 16-17) i natychmiast wciągnięty w wewnętrzne walki społeczeństwa, w których nie było miejsca na prawdziwy patriotyzm i miłość do ukochanego kraju. Dokonanie szczegółowej analizy siedmiu napisanych w tym okresie wierszy stało się punktem wyjścia do zarysowania portretu rzeczywistości w jakiej znalazła się tytułowa „odwieczna Rosja” po tak zwanej bolszewickiej katastrofie, po zniszczeniu przez bolszewików ostatniej nadziei środowiska dekabrystów na wprowadzenie demokracji. Idealnym uzupełnieniem dla tego pozornie mało obszernego zbioru narzędzi badawczych stały się wspomnienia wybitnej poetki rosyjskiej Anny Achmatowej, która wraz ze swoim przyjacielem była zaliczana do kręgu akmeistów, poetów postulujących odejście od techniki pisania wierszy konstytuujących wieloznaczność.
Pierwszy kompletny zbiór opowiadań Virginii Woolf („jednej z najważniejszych pisarek XX wieku” – jak deklaruje wydawca) w mistrzowskim przekładzie Magdy Heydel nagrodzonej niedawno przez „Literaturę na świecie” za nowe tłumaczenie „Jądra ciemności” Conrada. Wszystko więc wskazuje na to, że przyjdzie czytelnikowi zmierzyć się z prozą tak zwanej „wielkiej próby”. I, co zaskakujące, nie skończy się w tym przypadku zapewne jedynie na niespełnionych nadziejach.
„Wyostrzyć wzrok” to jedna z kilku publikacji wydanych przy udziale Fundacji Malta, która w tym roku zaprosiła do Poznania Johna Maxwella Coetzeego. Ten dwukrotny laureat Nagrody Bookera uhonorowany także Nagrodą Nobla w 2003 roku przygotował tekst libretta do „Slow mana” – niesamowitej opery powstałej na podstawie powieści o tym samym tytule. Fundamentem tej pozycji jest dokonanie próby odpowiedzi na niewielki odsetek pytań jakie stawiają powieści tego autora. Redaktorzy postanowili przeprowadzić jedenaście wywiadów z ludźmi, którzy w swoim życiu artystycznym wielokrotnie inspirowali się twórczością autora „Hańby”. Odnajdziemy tutaj rozmowy z osobami chyba najbardziej kompetentnymi w poruszanej materii: utytułowanymi badaczami literatury: Derekiem Attridge’em (wykładowcą York University), Przemysławem Czaplińskim (profesorem zwyczajnym, pracownikiem Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu); ludźmi związanymi ze sztukami audiowizualnymi: Lukiem Percevalem (dyrektorem Thalia Theater w Hamburgu), Kornelem Mundruczó (węgierskim reżyserem), Krzysztofem Warlikowskim (reżyserem teatralnym), Mają Kleczewską (reżyserką wspomnianego tutaj „Slow mana”), Nicholasem Lensem (kompozytorem, który stworzył muzykę do opery Coetzeego); osobami zajmującymi się badaniami nad filozofią, kulturą i funkcjonowaniem społeczeństwa: Jerzym Szackim (profesorem Uniwersytetu Warszawskiego), Andrzejem Klawiterem (przewodniczącym Zarządu Polskiego Towarzystwa Kognitywistycznego), Markiem Krajewskim (profesor UAM w Poznaniu, socjologiem) oraz Krzysztofem Moraczewskim (kulturoznawcą także związanym z ośrodkiem poznańskim). Na część drugą składają się osobliwe dokonania kilku artystów (Wojtka Ziemilskiego, Macieja Kuraka, Mikołaja Długosza, Dominiki Knapik, Iriny de Vlaam-Propovej oraz Wojciecha Pusia), którzy starają się zaprezentować swoją perspektywę analizy twórczości Coetzeego do czego wykorzystują szkice, kolaże, fotografie lub przeróżne (mniej lub bardziej formalne) projekty.
Michał Komar, autor wywiadów-rzek z takimi osobistościami jak Władysław Bartoszewski i Stefan Meller, uważa że „Hen jest mistrzem krótkich opowiadań”. I nie sposób się z tym osądem nie zgodzić, nota bene opublikowanym także przez wydawcę na okładce tej książki. Po lekturze jego najnowszego zbioru opowiadań każdy uważny czytelnik dojdzie bowiem do wniosku, że bardzo trudno jest odnaleźć w polskiej literaturze współczesnej po 1945 roku prozaika posiadającego tak wyszukane zdolności w tej materii, które w połączeniu z ogromnym doświadczeniem dają nam tak niezwykłe teksty, zachwycające w każdym calu. Coraz częściej nazywany przez środowisko „mistrzem drugiego planu”, nigdy w pełni doceniony, w swych kolejnych książkach nieustannie utwierdza nas w przekonaniu, że prawdziwa i realistyczna polska proza nadal trwa i ma się (co doskonale widać na tym przykładzie) bardzo dobrze.