Bezpowrotne Joanny Matlachowskiej-Pali rozwija poetykę patrzenia na wskroś świata. Wszelkie zjawisko wydaje się tu albo do jakiegoś stopnia transparentne, na przestrzał jawne, albo pozbawione czynnika zdolnego zatrzymać na nim uwagę podmiotu. Każda rzecz jawi się jako zupełnie odrębna wobec swojego niewinnego pierwowzoru, a jej skalanie polega na tym, iż permanentnie przesączają się przez nią czas, historia i spojrzenia. Dlatego poszczególny efekt poetycki daje nam tutaj od razu wgląd w inny zabieg ekspresyjny i nic nie jest samoistne ani w poznaniu, ani w ontologii. Sprawczość – jako zdolność centralizacji i wyboru dominant – przejęły natomiast zmysły podmiotu: to one scalają porwany świat na tymczasowo spójny obraz mentalny, co udaje się im dlatego, że nie działają samolubnie i udzielają sobie nawzajem wsparcia. Szóstym zmysłem staje się zaś oczywiście poezja. Ponadto, gdy któryś instrument percepcyjny ulega w tych wierszach osłabieniu lub musi ustąpić, drugi automatycznie przejmuje jego kompetencje, łącząc je ze swoimi i stając się tym bardziej silny, widząc w tym, co osobne nieomylne świadectwa bliskości, a w rzeczach złączonych efekty długotrwałej i odciskającej niezatarte piętno przemocy („Są chwile które łączą / tak że nie rozerwiesz / są takie co zejść się nie chcą / choć osobno trwają” [15]). Hegemonia zmysłów, do której tu dochodzi, bardzo ciekawie służy przedstawieniu rozproszenia myśli, jej zdezorientowania i – tym samym – niemocy wytworzenia konsekwentnej wizji. Mentalność w Bezpowrotnym nie tylko dociera do swoich granic i meandruje, ale równocześnie praktykuje antagonistyczne trajektorie, osiąga kierunki o różnych wektorach wyobrażeniowych, empatycznych i ideowych. Nic to zresztą nadzwyczajnego w rzeczywistości wierszy zebranych w tomie Bezpowrotne, gdyż powstają one ze spotykania się (mieszania i splątywania się) w myślach niczym w tkaninie czy rzece nici i strumieni jakości. Z zaaprobowanej syntezy powstaje u „ja” lirycznego Matlachowskiej-Pali wrażenie utraty oparcia ontologicznego. Gdy rzekomo koherentna rzeczywistość, której skończoność polega na postępującej entropii, w swojej wsobności skupia się na samej sobie, u „ja” bierze górę myślenie o nicości toczącej go od wewnątrz, o stopniowym wygaszaniu jego osobowej immanencji. Atmosferę degradacji inicjowanej z poziomu świadomości dopełnia zdradzający naturę „ja” jego stan emocjonalny – jest to pełne uzewnętrznienie inkluzji osobowościowych i historii prywatnej, dotyczącej najbardziej intymnych utrat, autokonfrontacji z własnym wybrakowaniem oraz momentów bycia w skrytości z samym sobą, z doczesnością rozciągniętą w nieskończoność. Są to wiersze, w których wyobraźnia wizualizuje odzyskanie niemożliwego, nieosiągalnego ideału, i opłakuje utratę figury utraconego porządku sensu – kogoś, kto był świadkiem dawnego, wzorcowego rytmu istnienia i bez kogo nic nie będzie już mogło być takie, jak dawniej. Rzeczy – symbole trwałości – zastępują tu kaleką egzystencję, a w teraźniejszości nastaje czas absolutnego oczyszczenia. „Ja” Bezpowrotnego pozostaje w takich okolicznościach cicha, uporczywa prośba o możliwość innego bycia – takiego, które jeszcze się tli mimo wygaśnięcia absolutnego ogniska woli życia:
„»Daj mi nowe życie«
to stare gubi rytm
stany wewnętrzne straciły odpowiedniość
wobec tego co w wierzchniej warstwie
która ciągnie się w prostych czynnościach
leki – mycie – obiad – leki
jak ślad ślimaka – powidok
mnie już tu dawno nie ma
to stare nie śpiewa
zewnętrzne piękno nie rymuje się
z tym co wewnątrz
jestem zamkniętą szkatułką
to przepowiednia nieodległej przyszłości
cztery zdobne deseczki
zobacz – połknąłem kluczyk
nie ma
więc daj mi nowe życie” [22].
Wierszom Matlachowskiej-Pali udaje się objąć spojrzeniem „wytartą codzienność” [34] – świat pozbawiony najbardziej opalizującej warstwy wierzchniej, czasoprzestrzeń o ambiwalentnym charakterze, o nieco już przejrzałej potencji i wydatnym ładunku wspomnieniowym. Poezja ta ma przejmować i tłumaczyć na właściwy poezji głos doświadczenia „zachwytów / bólu i dzielności / samotności co tak niepodzielna // jak cisza” [34]. Równocześnie tekst poetycki, zdaniem autorki, rodzi się „znikąd” [36], jest pogłosem wielu lat doznawanej nicości, a nawet beznadziei, jest stałym oporem wobec wymogu neutralizacji tego, co przynosi czas. Bywa, że przypomina sprzężenie metafizyki z fizyką oraz powstanie pomiędzy nimi sojuszu, który bywa nadmiernie lekceważony przez osoby niepotrafiące pogodzić się z tym, iż otoczenie nie zawiera wszystkiego, co ma decydującą rolę i imperatywną moc w ich przeżywaniu. Wycieranie się wizerunku (nie)codziennego świata ma jeszcze jeden godny uwagi aspekt. Otóż u Matlachowskiej-Pali język przylega do obrazu, a czas do doznań zmysłowych, stąd przedstawienie upływu – nadchodzenia tego, co bezpowrotne – nie może się obyć bez ukazania życia wewnętrznego dookolności. Nic tutaj nie mija w sensie nieodwracalnego kresu. Bardziej mowa jest w tych wierszach o ciągłej zamianie miejsc, o przejściu między porami roku, od mgły do słońca i z powrotem, aż do stadium, w którym przez „Zakończone już listopady / zrobiło się dużo pustego miejsca / na nowe” [13]. Bliskie jest to myśleniu, zgodnie z którym świat to teatr o zmiennej scenografii i nieskończonej liczbie kurtyn, zdolnych zakryć rzeczywistość, gdy w swojej niewinności nie zechce ona ujawnić tajemnicy swoich przeobrażeń. Sama mowa poetycka będąca u podstaw wierszy Matlachowskiej-Pali nie stwarza z nicości, ale wydobywa z zastanego, wciąż nieujarzmionego tła utajoną dynamikę pulsujących jakości sensowych: „Cóż powiedzieć o listopadach… / magia języka przywołuje obraz / on ukrywa się we mgle / wilgotnieje / tylko na chwilę rozświetlony słońcem / coraz bardziej srebrnym” [13].
Bezpowrotne relokuje rzekomo minione, lecz nieanachroniczne sposoby rozumienia rzeczywistości do teraźniejszości, przez co opłakiwane przez „ja” zmarłe osoby zostają ponownie wrzucane w świat, zaczynają żyć innym – poetyckim, alternatywnym – życiem. Istnienia zdematerializowane, oddalone przez czas i bezlitosny świat, są wciąż niepomijalne i przemawiają do nas nawet z samego dna realności. W odczuciu podmiotu niesie ona ze sobą symboliczną pustkę po utracie, znaczącą wyrwę, która stanowi wypływający z głębi „ja”, czasu i przestrzeni nakaz bezsłownego upamiętnienia. Komemoracja nie może osiągnąć przynależnego zmarłym stadium, a mianowicie pełnego uwiecznienia w tytułowym bezpowrotnym ułamku bez-czasu: „Cichły śmiechy przyjaciół / gdy wchodziłam głębiej w pola aż pod las // Niektóre ucichły / w podróży do bezpowrotnego »na zawsze«” [27]. To, z czym „ja” żegna się w Bezpowrotnym, jest internalizowane, schodzi się z mikroświatem „ja” i – na przykład jako wspomnienie nawyków zmarłej przyjaciółki czy przywołanie życiowej dewizy, jaka jej przyświecała – jest tożsamościowym uwarunkowaniem głosu mówiącego u Matlachowskiej-Pali. Śmierć sama w sobie nie wzbudza tu naturalnego odruchu sprzeciwu i nie prowadzi do prób cofnięcia czasu za wszelką cenę. Doświadczanie jej skutków nakierowane jest na antropomorfizację – utożsamienie jej z zagubionym i ślepym wędrowcem, którego działanie – zatrzymanie się w tu i teraz – nie było zamierzone i stanowiło emanację przypadku, czegoś bez głębszego znaczenia w perspektywie globalnej, choć lokalnie wpływającego na dookolność „ja” na przykład przez przenicowanie jego myślenia. Nie tylko wówczas, gdy podmiot Bezpowrotnego reaguje na nieusuwalność bólu i anihilacji, cechuje go postawa aktywna – każdy z tych wierszy bowiem jest próbą zbliżenia się do istoty zazwyczaj nienadzwyczajnego zbiegu okoliczności, który ma „wytłumaczyć” [30] konstelację zdarzeń w świecie oraz przeformułować styl prezentowania obecności w naoczności zarówno przez samo „ja”, jak i jego otoczenie. Powszechna kondycja skończoności jest tu tak eteryczna, i tak szybko oddala się w zapomnienie, że wszystko, co choćby raz jawi się podmiotowi, wzywa go do refleksyjnego działania i nosi znamiona stopklatki – sensotwórczego, zatrzymanego momentu, w którym załamuje się czasowość „ja”, a anonimowość drugiego jest symbolem złudnej bliskości:
„Spotykam ją od lat
na ulicy albo na moście
mijamy się
nie znam jej choć poznaję
nie zmieniła fryzury
zachowuje figurę
mocuje się z parasolem
szarobura
latem w drobne kwiatki
Znikam w niej i powstaję
na ulicach miasta” [31].
Wiele z wierszy Matlachowskiej-Pali to wytężone autoobserwacje „ja” w heteronomicznym porządku świata, który nie pozostawia pola dla empatyzowania z samym sobą – wciąż bezpowrotnie innym „ja” i swoim, podmiotowym, ciałem, to jest układem wciąż zmieniających się i niemożliwych do naprawy organów. To soma uzmysławia „ja”, że życie jest na wskroś przyziemne i materialne zarazem, pyta więc: „Dlaczego ubrano nas w kostium / który i tak tracimy na kamieniach cierniach / gdzieś w ziemi” [32]. Bezpowrotne dotyczy ewolucji wrażeń i stanów rzeczywistości, wobec których sam wiersz (wysłowienie), bez aktu, to stanowczo za mało. Pogodzenie się z tym, że poezja, rzecz jasna i tak afirmowana, nie zbliży do pączkującej istoty rzeczy, nie stoi na przeszkodzie, by poprzez wiersz podtrzymywać siebie, rozszerzając swoją świadomość i włączając w swoje myślenie życie poetyckiego świata. Przez to w Bezpowrotnym ziemskie przyciąganie – permanentne przyleganie do materii, niekontrolowane przez „ja” powracanie do wyjściowej pozycji egzystencjalnej – przestaje być przeszkodą dla wzlotów ducha. Brutalny powrót na powierzchnię przez ciążenie jest krokiem do zrozumienia, czym jest upadły świat i jakie są konsekwencje także naszej, człowieczej, degradacji: „Trzymam się mocno przestrzeni / choć grawitacja powoli zanika / niebo otwiera się nagle gwiazdami // tak dużo mam tu pustego miejsca / za dużo” [12]. Problematyzując poetycko to wszystko, u „ja” Matlachowskiej-Pali mylą się język obrazów i język słów, stają się jednością tak, jak ożywione splata się w Bezpowrotnym z tym, co martwe. Jej żywiołem są bardzo ciekawe „krajobrazy odwrotne”, które – sprzeczne z intuicją percepcyjną i stanowiące przyczynę intensyfikacji napięcia w ruchliwej wyobraźni – wymykają się logice prostego przeciwstawienia i nie pozwalają oczekiwać ani oczywistych rozwiązań, ani ostatecznego domknięcia sensu. W Bezpowrotnym nie dąży się do neutralizacji sprzeczności, ale do ich utrzymania w stanie aktywnym: „Woda wciąż nie gasi ognia / odwrotnych obrazów” [9]. Matlachowskiej-Pali chodzi o ćwiczenie widzenia i pokazanie korzyści z reorientacji uwagi z postrzegania panoramicznego na detalistyczne, z sensu na obecność: „Krajobrazy odwrotne / widać gdy patrzysz za plecy / odwracasz głowę / zwalniasz kroku / niema chwila z liściem / mrówką i ważką / szum wodospadu i wiatr // odwrotne krajobrazy…” [8]. Poetka re-negocjuje napięcia i szuka złotego środka w równoważności między przyjemnością a życiem czystym, między lękiem przed utratą siebie w ekstazie a wrogością otoczenia wymagającego ascezy. Jej „ja” myślało o tym chociażby wtedy, gdy „Ciało komponowało się w zgodzie / nie za chłodno / nie za gorąco / przyjemność oddychania / jedność” [35]. W Bezpowrotnym chodzi więc o takie życie, w którym podmiot nie traci siebie, ale też nie musi się przed światem bronić.
Bezpowrotne to poezja z konieczności osobista, w nietypowy sposób konfesyjna, oryginalnie radząca sobie z perspektywą odczuwającego „ja”, które z góry odrzuca swój potencjalnie silny status i dominujący wobec rzeczywistości podmiotowy głos. Rzeczy i zjawiska, o których pisze Matlachowska-Pala, choć są bezpowrotne, jak na przykład emocje, wchłaniają „ja” tych wierszy, zamiast pozwolić się przyswoić. Bycie ze sobą, bycie w sobie, nie jest tu kwestią wyboru, ale właśnie konieczności polegającej na spojrzeniu w oczy minionemu sobie – tym pojedynczym jakościom doświadczenia, odpryskom i echom, które tworzą indywiduum. Bezpowrotne to także chęć zobaczenia czegoś na odwrót i na wspak, wbrew regułom, wedle których jawią się nam fenomeny. Nie sposób dziś w zupełności poświęcić się doznaniom zmysłowym w warunkach chronionych, umocowanych w czasowości i cementujących podmiotowość. Tymczasem wiersz – efekt bycia obok i w centrum wydarzeń równocześnie – pozwala zobaczyć wszystko z oddali: ujrzeć własne otoczenie tak, jakbyśmy nie byli w nie żywo zaangażowani. Z tego wszystkiego powstaje wrażenie, że przedstawienia poetyckie Matlachowskiej-Pali rotują, by ukryć siebie, zobaczyć się w odbiciu i – zwielokrotnione i zderzone z samymi sobą – równocześnie ukazać, czym jest to, co człowiek pozostawia za sobą (po sobie) i jak jedna rzecz, wciąż będąc sobą, przechodzi w inną. Ledwo wyimaginowany w Bezpowrotnym paradoksalny powrót Niemożliwego wzmaga w tych tekstach wizje katastroficzne, zrównując tę przestrzeń wyznania z nieużytkami majaczącymi wokół „ja”, ale niestanowiącymi punktu odbicia dla jego myśli i uczuć. Innym razem, gdy świat jest tu widziany z wnętrza doświadczenia, a nie z dystansu, i nacisk kładzie się na pejzaż intymny, powstały blisko ziemi oraz z atmosfery chwili, „ja” odnajduje źródło swojego istnienia w deterministycznym rytmie przyrody oraz cyklu wegetacyjnym, który sam w sobie jest pozbawiony grozy i trwa nie tyle płynąc, ile rezonując i wibrując w świecie. Bycie z przyrodą w tym tomie to również przesłanka ku temu, by przejść od „ja” do „my”, rozszerzyć doświadczenie i stworzyć wspólnotę chwilową/sensoryczną, a nie społeczną. Można to wyczytać choćby w wierszu Pejzaż à la Stanisławski:
„Kobieta idzie przez upał
z kosą
sierpień dzwoni w niebo
szeleszczą zbrązowiałe kopry i bodiaki
horyzont w pagórkach
Tonę w sierpniu
w kwaśnym zapachu opadłych jabłek
pod nogami brzęczenie os
nad wodą biały opar
oddychamy zanurzeni po szyję
wskazówka zegara
zawieszonego nie wiedzieć komu
wysoko na drzewie
opada
Kobieta z kosą powraca
i my” [11].
„Ja”, co jest bardzo znaczące, chce w jednym z wierszy zobaczyć w lustrze coś poza sobą, odnaleźć załamanie w odbiciu siebie i ujrzeć tym samym czysty, rozmazujący kolejne pokłady znaczeń, upływ czasu: „Rano w lustrze / obraz rozmazany i nieostry / myśli nurtują / od brzegu do brzegu / godziny odbite na powierzchni / złapane w leniwe popołudnia” [10]. Z tego marzenia, jak się wydaje, powstają swego rodzaju smugi semantyczne, którymi poetka łączy tak różnorodne sfery, jak wyobrażone z doświadczonym, językowe z materialnym, peryferyjne z lokowanym w centrum, aktualność z reminiscencją. Widoczne jest to wówczas, gdy „ja” jest zainteresowane tym, gdy na powierzchni rzeki „kładą się (…) / drżące refleksy smugi / kolory plamki i cienie” [10], które „nigdy nie gasną” [10]. Całość Bezpowrotnego wiąże zaś temporalność, ulokowanie się „ja” pomiędzy „pod” i „nad”, oraz wola przetrwania – czerpania ze świata życiodajnych substancji mimo wszystko i to nawet wtedy, gdy rzeczywistość przydusza, odbiera ostatnie siły i nie pozostawia wyboru. Jednak sama świadomość czasu, przez narzucony w tytule prymat bezpowrotności, nie jest ani możliwa, ani konieczna, skoro rzeczywistość obfituje w rytmy, analogie i replikowane z określoną częstotliwością figury – źródła czynników sprawczych w tym poetyckim świecie, które wywołują dezorientację i niemoc odróżnienia minionego od obecnego i przyszłego. Wiersze Matlachowskiej-Pali zbliżają się do napięcia między ruchem a trwaniem – każde „ja” istnieje tu we wspólnym przemieszczaniu się, to jest tam, gdzie doświadczenia są rozproszone, współdzielone i rozgrywają się pod powierzchnią. Natomiast obrazy poetyckie w Bezpowrotnym są ruchome i nietrwałe, nieostre i wyciszone, i jako takie wynikają z delikatnego tarcia, a nie z gwałtownych transformacji. Samo trwanie nie potrzebuje tu mowy, a świat trwa poza nią, obojętny na ludzką nie-obecność i trywializowane, spowszedniałe słowo, co stanowi istotny element w budowaniu przez poetkę obrazu niemożności zatrzymania uciekającego znaczenia. Przynależący do takiego porządku podmiot Bezpowrotnego zostaje sam na sam ze swoim ciężarem (nie tylko egzystencjalnym), powraca do swojej cielesności i doświadcza zanurzenia w materialności krytycznej wobec niego, która zresztą zawiesza w próżni nieokreśloności istnienie owego „ja”, kwestionując zasadność jego egzystencjalnych imperatywów. Tak liryczna persona Bezpowrotnego w swoim dyskretnym idiolekcie próbuje powrócić do bycia jednym z elementów świata, a nie jego biernym obserwatorem, który biernie akceptuje przepływ istnienia i wyłącznie czerpie z niego metafory lub obrazy potrzebne na przykład do wypełnienia białych plam w myśleniu o swoim być może rozczarowującym prze-bywaniu w świecie:
„Płyniemy
światło walczy z ciemnością
pod powierzchnią rzeki
tańczą ciebie szerokich liści
umykających ryb
Światło dotyka dna
w zamkniętych skorupach małży
wciąż cisza
niemy świat trwa
przepływa powoli
Zanurzam się
by dosięgnąć
w dłoni zostaje garść piasku
uciekająca woda
zostawia cały mój ciężar
jak kłodę drzewa czy kamienie” [33].
Autor: Przemysław Koniuszy
Joanna Matlachowska-Pala, „Bezpowrotne”, Wydawnictwo Forma, Fundacja Literatury imienia Henryka Berezy, Szczecin, Bezrzecze 2021, s. 38.