„Zostaje tylko / niezrozumiała do końca pustka, / kiedy w zupełnej ciszy rozpadamy się / jak szklane oko zwrócone do środka, / niewidzące, nieodbijające niczego”, czyli jak z przyzmatyczno-nihilistycznej poezji uczynić sensotwórcze „badania terenowe”

Poezja Kariny Stempel wynika z tęsknoty za niezaistniałym i potencjalnym. Tym razem doprowadziła ona do powstania Wniosków z badań terenowych – tomu zamykającego w swoich ramach to, co powstałe dzięki tytułowemu zadaniu, owym „badaniom terenowym”, czyli wyjściu przez podmiot liryczny do świata i ujrzeniu go takim, jakim – być może – naprawdę jest. Chodzi w tym, by utwierdzać się w przekonaniu, że jest się „teraz” i naprawdę, a nie w czymś, co założone, niezrealizowane i hipotetyczne, przez co w tym uniwersum poetyckim czymś zwyczajnym jest pragnienie „trzymania się / kurczowo” tego, co zakorzenia tu i teraz, ale może też okazać się wyzwoleniem z więzienia codzienności. Czytając te wiersze, znajdujemy się więc „pomiędzy zamiarem a czynem”, między założonym i wyobrażonym a rzeczywistym. W „badaniach terenowych” Stempel weryfikuje imaginację, choć – i jest to najciekawszy element całego tomu – tym bardziej w nią popada, uzyskując porywające rozwiązania poetyckie. „Ja” liryczne stara się tu być blisko rzeczywistości, to ona przecież daje mu możliwość istnienia, jednak jest to ruch obronny i tym samym nie w pełni przemyślany, gdyż to wyobraźnia właśnie jest jego prawdziwym, sprawdzonym schronieniem i „miejscem”, któremu może zaufać. Ów podmiot przekonany jest o swym istnieniu w realności dzięki temu, że sprawia mu ona „ból”, potwierdzający ów fakt i przyczyniający się do „unieważnienia” lub podważenia jego osoby.

Wydawałoby się, że sytuacja wyjściowa w tym tomie nie jest dobra, skoro „ja” popadać może albo w rozpacz, albo radość, i trwa w tym klinczu jakby mimowolnie: „Mnie też nie ma, ale z przyzwyczajenia / jestem, z przyzwyczajenia widzi mnie ten, kto / mnie ubył, zagarnął, rozproszył, wreszcie / zmienił”. Jednak poetyckie „badania terenowe” dążą do pogłębionego, szczegółowego zrozumienia tego stanu rzeczy, do oczyszczenia opisu świata nowoczesnego z treści, które powstały w oderwaniu od doświadczenia. Po postawieniu sobie takiego postulatu liryczne „ja” dostrzega, że szkopuł tkwi zarówno w rdzeniu problemu istnienia, jak i w tym, co go otacza: „Wymienia się więc zawiasy i drewno, / ale zostaje esencja: ta chybotliwość”. Zmienny kontekst bycia nie pozwala „ja” przygotować się na to, na co natrafia w swych przeżyciach, a konstytuująca go niepewność, stanowiąca „chybotliwy” fundament jego osoby, jeszcze bardziej pogłębia ten kryzys. „Badaniami terenowymi” nie zawładnęła tylko jednostka, rzutujące na wszystko ego i proces introspekcji, gdyż w tego rodzaju wątkach równie ważny jest zmysł obserwacji i współczucie. Szacunek do inności i innego skutkuje tym, że nie lawiruje się tu między odrębnymi perspektywami, ale uwzględnia się je jako autonomiczne punkty widzenia. Dzieje się to zgodzie z przekonaniem, że ich emanacja w wierszu jest wprowadzeniem do poetyckiego uniwersum równoległego mikroświata, a wraz z nim problemów nie zawsze znanych dominującemu, lirycznemu „ja”. Dzięki temu cały tom przenika myśl o tym, że jest tyle wariantów rzeczywistości, ile postrzegających ją osób, stąd niezbędny jest „układ / współczulny”, wydobycie z siebie „ja, niezmiażdżonego przez osad”.

Punktem docelowym, wymarzonym w tak pomyślanym projekcie jest „sztuka / patrzenia”, w której ramach walczy się o „przedłużenie” postrzegania, w czym nie chodzi tylko o kryterium czasu, ale zdecydowane zaprzeczenie, jakoby reprezentacja rzeczy w świecie była pod jakimkolwiek względem „prosta” i jednoznaczna. Stempel zaprzecza, by „ucinanie” przedstawień bytów było zasadne, u niej „przepływanie / (…) nie ma wymiarów”, odbywa się poza fizycznością, ale nie jest jednostajne, skoro „przerażenie” jest nieodłącznym elementem lirycznego patrzenia. Z taką samą przemocą konieczności „ja” spotyka się, gdy staje przed wyzwaniem „wypełnienia” strumienia, z jakim ma styczność w swym istnieniu. Tejże płynności „ja” zawdzięcza też rozpływanie się, zanikanie, przenikanie i bezdźwięczność poetyckiej mowy, która nie może tych zjawisk złagodzić lub ograniczyć. W poezji nie jest możliwe więc odczucie satysfakcji z przejrzenia tych procesów, ich „wyjałowienia” – można tylko podjąć z nimi nieczystą grę, przemycając je do wierszy i drążąc ich warstwy w poszukiwaniu kodu genetycznego, prawdy o ich naturze, pochodzeniu i celach działania.

Jednym z Wniosków z badań terenowych jest teza o tym, że jesteśmy zamknięci w ciele, jako hermetycznym pudełku i źródle traum. Nasze porażki wynikają zaś z prób realizacji myśli „nasz cel to absolutna wolność”, a więc marzeń o ucieczce od takich, somatycznych i kompletnie nas determinujących, więzi z konkretną, słabą formą. Podmiot Stempel chce z czułością dokonywać „rewizji” wyobrażeń, gdyż wszystko, co realne jest aż tak dotkliwe w swej wyrazistości i bezpośrednim oddziaływaniu, że człowiek jest tym przesycony i w pewnym momencie swego rozwoju musi to porzucić, dystansując się do otoczenia. Paradoks, jaki się z tego wyłania, polega na tym, że ogranicza nas niewiedza na temat świata, czyli pojęcie, które jest narzuconym sobie przez ludzi, a więc sztucznym konstruktem, mającym chronić nasze bezpieczeństwo i gwarantować bycie tylko wobec tego, co pewne. Doświadczenie poetyckie Stempel pokazuje, jak bardzo taki bezpiecznik jest niewydolny, skoro jej podmioty – starając się uchwycić w wypowiedziach swą wizję realności – obserwują jej zakrzywianie się, jakby jej ogólnie przyjęty obraz był złudzeniem i efemerydą, a jej prawdziwy kształt był ukryty dla ludzkich oczu, bazujących na „badaniach terenowych”. Widzenie poetyckie jest tu utrudnione, wedle percepcji i na przekór faktom materia ciągle wzbiera, a byty są nieskończenie zwielokrotniane. Nadto nie ma niczego, co mogłoby tak odbić rzeczywistość, by jej powstała reprezentacja była prawdziwa, dlatego „badania terenowe” to też recykling nieskutecznych i zużytych metafor i obrazów: „nie ma lustra, tylko / cały gabinet luster, pokrzywionych / jak oczekiwanie: tym razem / będzie inaczej. Potem się je rozbija, / fabryka przerobu szkła na trzy / zmiany”. Zamiennikiem lustra jest pryzmat: „Obracasz w dłoni pryzmat. / (…) Wyciągasz / strużkę słońca, swój promień, / splatasz go mocno, a potem sprawdzasz, / jak światło znika pod wodą”. Dzięki niemu „wysysanie” woli życia kontrastuje, wraz z rozwojem tomu, uczeniem się, jak „pić” z „naczynia / ciała”, korzystać z „kryształu”, czyli wysoce stężonej – dzięki kondensującej poezji – formie rzeczywistości i utwierdzać siebie poprzez zawieranie się w innym, na przykład w ukochanej osobie. Rozkład treści w wierszach Stempel odzwierciedla przejście od lustra do pryzmatu.

Zdaniem lirycznego „ja” tych wierszy dopowiadamy sobie świat, nurzając się „w potoku słowotoku, nadmiarze”, usiłując zrekompensować sobie poznawcze i emocjonalne braki, ale, tak czy inaczej, doświadczamy przede wszystkim deficytu miłości. „Koleją rzeczy” jest, by sobie to uzmysłowić. Celem podobnej rangi jest zaprzestanie poszukiwania pełni i dostrzeżenie fenomenu idealnego, niepodzielnego i wszechobecnego zera: „Pustka jest naszą szansą, / w niej możemy znaczyć”. Zero – a w raz z nim pustka, brak i luka – jest jedynym, idealnym i pozbawionym wad ingerujących w swoją istotę komponentem poetyckiego świata, który stabilizuje obecność i pozwala odpowiedzieć na uniwersalne pytania: „Tu się znajdziemy, / na nieskończonym kręgu. W idealnej liczbie, / do której wszystko się sprowadza, ale też / z niej wypływa. Gdyby nie istniała, / świat byłby zbyt pełny. Rzeczy piętrzyłyby się / i mieszały z chmurami”. Zero uczy, że nie można przeoczyć żadnego drobiazgu, bo każdy z nich jest znaczącym detalem. Tym bardziej że żyjemy w czasie zbliżającego się końca, w dniach ostatnich, więc trzeba zapomnieć o tym, co przemija, a co nie może już dać nam niczego nowego, kuszącego niepoznaną jeszcze prawdą, i przede wszystkim należy iść, wejść w świat: „Nie zwalniaj, / może się okazać, że życie to właśnie ta droga, / a reszta była snem”. Pustka nie jest tylko negatywna. Jako brak czegoś, forma pozbawiona zawartości, jest także pozytywnym elementem poetyckiego świata, bo w ramach „badań terenowych” „ja” bada, czym pustka była wcześniej i czego symbolem może być aktualnie. Z „badań terenowych” wynika, że człowiek – zamiast budować nowy porządek – „mozolnie, jak dom” konstruuje pustkę:  „reaktywacja / systemu nie ma szans powodzenia. / (…) Trzeba zastąpić / martwe zasoby, przeprowadzić generalny / remont. (…) / Okręt, już nie ten sam, zachowuje / nazwę, w niej tkwi jak rdzeń pamięć / straty”. „Zero” dlatego tak fascynuje „ja”, bo jest powszechnikiem, uniwersalną zasadą, niezmiennym i niewzruszonym punktem odniesienia, który ma moc sprowadzenia rzeczywistości na inne, puste tory. „Badania terenowe” nie mogą obyć się bez spostrzeżenia, że świat obecny odnalazł sprawnie funkcjonujący język liczb jako twardy fundament, który przezwycięża miękki, być może rozpadający się w rękach język słów. Podmiot Stempel doświadcza na własnej skórze, że wielka liczba jest monumentalnym poświadczeniem siły, wielkie słowa zaś mają nikłą potencjalność, łatwo je zawłaszczyć i wreszcie obalić – tym bardziej że mogą być zmanipulowane przez populistyczne ruchy.

Liryczne „ja” wie, że w świecie nieustannie powtarzane są różne warianty pustki. Jest ona we wszystkim, nawet w tym, co pełne i co jest jej zaprzeczeniem. Z drugiej strony „ja” zakłada obecność jedności, do której zmierza każdy byt. Z tej opozycji „ja” wychodzi z przekonaniem, by skutecznego sposobu wejścia w centrum rzeczywistości szukać właśnie w zagłębianiu się w pustce, a nie w pełni, która nie pozwala zachować swoistości siebie jako osoby. W ramach tej techniki poetyckiej w wąskiej szczelinie, w przerwie między bytami, „ja” odnajduje dla siebie poznawczą niszę. Jest to zarazem symptom upartej postawy wobec realności narzucającej nihilizm, jak i metoda koncentrowania się na szumach – czymś, co stale podmiotowi towarzyszy, ale nie jest dominantą jego doświadczeń. Stoi za tym też intencja, by odkryć nowy język, który pomoże poradzić sobie podmiotowi z nadzwyczajnym „stężeniem” rzeczy, „roztopionymi” istnieniami i samym poczuciem rozmijania się z rzeczywistością. Wymuszone dystansowanie się wobec świata ma miejsce po pierwsze z powodu niesprawnej i szybko zacierającej się pamięci, która nie jest w stanie upewniać podmiotu, co do jego przeszłych wglądów i dokonań. „Badania terenowe” podejmowane są, by „ja” ocalało mimo pęknięć w osobowej strukturze, istniało na przekór dewaloryzacji i następnie ostatecznego upadku znanych wzorców, a także doświadczało ponowoczesności, wbrew cierpieniu wywołanemu przez to, że wytwory techniki nie spełniają swojej zapowiadanej funkcji, nie hamują ludzkiego nieszczęścia  i w praktyce życiowej jawią się jako oszustwo.

Co ważne, wyznanie nie jest tu celem samym w sobie, bo stoją za nim różnorodne cele. Spośród nich wyróżnia się chęć udowodnienia, że obecny kryzys metafizyki nie jest palącym problemem, gdyż jest to proces przejściowy, służący wyłącznie zastąpieniu anachronicznej siatki pojęciowej jej nowoczesnym odpowiednikiem. Nie należy tym się zamartwiać, tym bardziej że człowiek zwykł bez problemu odnajdywać coraz to nowe „porty” dla swoich myśli i światopoglądu. Po drugie dystansowanie się odbywa się też przez wzgląd na nadawanie nazw, które dotyczy w pierwszym rzędzie tego, co „niestałe”, stąd pojęcia, a wraz z nimi poetyckie wizje i metafory, są oderwane od desygnatów. Nie tylko projektowany język „nowy”, ale w ogóle subiektywny język poetycki Stempel jest podstawowym wehikułem tego tomu i służyć ma wykorzystaniu potencjału już obecnego i jeszcze majaczącego na horyzoncie tomu. Możliwości te biorą się stąd, że żyjemy w najlepszym z możliwych czasów, trzeba więc z niego skorzystać, bo inny nie będzie nam dany. Tak samo silnie, jak uderza przenikliwość tej myśli, przekonująca jest inna teza: „umysł to wszechświat, / który właśnie zrobił bum”. Zgodnie z nią poetka nie zaleca poszukiwania prawidłowości w świecie, gdyż o wiele korzystniejsze jest wykształcenie w sobie „biegłości” rozeznawania się w swym otoczeniu oraz oszukiwania zmysłów, gdy umysł podaje treści rozbieżne z tym, co sensualne. Pierwszeństwo umysłu nad zmysłami nie oznacza tu wszak oczarowania racjonalizmem i ma swoją przyczynę wyłącznie w tym, że to ratio najlepiej sprawdza się w „żonglowaniu” „iluzjami” i „fuzjami”, czyli odnosi największe sukcesy w różnych metodach testowania siebie i świata, równoczesnym byciu jako różnoimienne „ja”, wystawiania na próbę „sprofilowania” własnego myślenia i postrzegania. W tym sprawdzaniu chodzi też o „fale, płynięcie z prądem” – wyłapywanie nowych rozwiązań, rewolucyjnych spostrzeżeń oraz przejawów „wszystkiego”, co już przeminęło, a co nadal może być korzystne dla doświadczania rzekomo już przejrzałej teraźniejszości. Dzięki takiej metodzie wielość i wariantywność są we Wnioskach z badań terenowych synonimami zróżnicowania. Poetce zależy na wykazaniu, że różnice przejawiają się zarówno na powierzchni, jak i w głębi, gdzie dotyczą istoty rzeczy: „Przecież nic się nie zazębia, żaden wymiar / z żadnym wymiarem, nie można uznać / za wspólną płaszczyzny stykania się / powierzchni”. W poetyckim świecie, w którym spojrzenie różni się od spojrzenia, człowiek od człowieka, „Równanie zawsze / jest proste, nawet jeśli oznacza tylko / doskonałość / zera”. W „badaniach terenowych” jesteśmy wpuszczani w świat i „niesie” nas jego dynamizm, zapoczątkowany przez powszechne „zmieszanie”, „wymieszanie” materii z duchem oraz maskowanie się różnic przez uniwersalizowanie lub proces totalnego upodabniania się rzeczy.

Nie tylko sen przynosi to, co nieświadome. U Stempel śni się na jawie. Jej wiersz nie przypomina, nie odtwarza, nie odwraca działania sił ponadnaturalnych, nie zaprzecza faktom. Na podstawowym poziomie uobecnia wielość światów, które skupiają się w poetyckiej, jednoczesnej aktualności, wobec której podmioty są bezradne, skoro w walce, o jakiej pisze poetka i jaką przypomina nasze życie, nie ma wygranych. Przeczuwając nadchodzące zagrożenia, zamiast wieszczyć najgorsze, autorka proponuje, by oddać się temu, co bieżące i wciąż mimo wszystko pulsujące. Dzięki wierze w tę metodę „ja” nie pogrąża się, gdy odnotowuje niezdolność swojego systemu nerwowego do recepcji świata i brak kompetencji swej świadomości („wracamy i wychodzi na zero”). Z tych samych powodów podmiot nie ulega nakazom, by reagować na gorąco, być stale gotowym i wmontowywać siebie w proces przekształcania się świata w imię obawy o swoje „utonięcie”, który miałoby miejsce, gdyby „ja” było nieświadome zachodzących zmian. Istnienie jest tu grą, w której nie można zdradzić przede wszystkim samego siebie. Ratunek „ja” tego tomu odnajduje natomiast w miłości, w dzieleniu „światów” i czułym odczytywaniu siebie nawzajem. Podtrzymywanie obustronnej, stałej „drażniącej uwagi” pomiędzy ukochanymi osobami nie jest zjawiskiem idealnym i pożądanym, choć koniecznym. Wraz z uwielbionym „ty” „ja” unaocznia sobie skalę swego egoizmu i brak wewnętrznej równowagi, który polega na pragnieniu poczucia wolności, „strącenia (…) jak pyłek / z dłoni” bliźniego, bycia nieczułym na wyraźne oznaki uczucia i odwrotności tego wszystkiego, czyli oczekiwania na emocje od „ty” i niepełne bycie sobą, gdy ukochanego nie ma w pobliżu. Uczucia w tomie Stempel przedstawiają też prawdę na temat znaczeń, które są niczym bez interpretatora tak, jak kochający jest niczym bez tego, kto na okazywaną miłość odpowiada tym samym.

Moc tej poezji wynika ze śmiałego operowania metaforami i przemyślenia całej struktury tomu. Zdecydowanie wiele zyskuje też poetka dzięki poetyckiemu zdrowemu rozsądkowi, który obecny jest we Wnioskach z badań terenowych pod postacią uwzględniania zawsze dwóch biegunów danego zjawiska i niepomijania tego, co może wyłamywać się z podstawowej wizji. Poetycka rzeczywistość inicjowana jest nie jednym ruchem, jedną ideą, ale całym kompleksem pomysłów, spośród których żaden nie jest wykluczony w biegu lirycznej akcji: „Wszystko zaczęło się dawno: / świat powstał z kilku słów, / żadnego nie i tak nie da się / cofnąć, są jak lejce, uwiązanie, / przywiązanie i kres”. Pokłosiem tego jest na przykład wzmożenie zainteresowania podmiotu opozycjami dookolności: życiem i brakiem, martwotą, pełnią i pustką. Transparentność tej praktyki determinuje, że od początku do końca tomu jego centrum stanowi preferowanie przez „ja” takiej ontologii, w której godzi ze sobą wyobraźniowe adoptowanie świata z adaptacją siebie do panujących w nim warunków. Wówczas Wnioski z badań terenowych określają – poprzez język wysoce metaforyczny – poetyckie uniwersum, ale, dzięki zachowaniu jego immanencji, „ja” nabywa pokory wobec zastanej przestrzeni. Co prawda nadal ogląda się za siebie, karmiąc tym swoje lęki, jednak na bazie takiego, niezawłaszczającego ustosunkowania się do poznawanego obszaru zgaduje, że w swych „badaniach terenowych” ma cząstkowy immunitet.

Tytułowa koncepcja Wniosków z badań terenowych nie może być oczywiście traktowana dosłownie, tym bardziej że chodzi tu o „wnioski” innego rodzaju, skoro „Na pytania nie ma odpowiedzi, / są tylko metafory, system uwikłań / wsobnych”. Właśnie metafory, ekscytujące swą zwartością, niepoddawaniem się grawitacji języka i wibracyjnością, czynią z tego tomu ciąg wierszy, w których „wnioskami” są zatrzymujące naszą uwagę, ciasno zbite frazy. Metaforyczne centra wierszy Stempel nie wpadają w studnię wielosłowia i nie rozpadają się pod naciskiem całego tekstu, są przed tym chronione przez stopniowo prowadzone „analizy”, krystalizujące się zgodnie z dynamiką ewolucji jej języka. Dzięki spojrzeniu badawczemu, ale jednak dostosowanemu do specyfiki poezji, na planie wierszy Stempel rozrysowywane są emocje, lęki, uczucia, pragnienia i wglądy. Z takiej układanki wynika tom o falowej rytmice i szybkich przejściach znaczeniowych, które mają swoje źródło w systemie nerwowym całości: „Analiza / zdarzeń. Rozkład emocji, otwartej / dłoni uderzającej o brzeg. Nie jest tak, / że brakuje nam kogoś, bardziej siebie, / czujących naprawdę. Struktura / falowa, przybój, mgliste zatoki / synaps”.

Metody Stempel dalekie są od polaryzacji – poetka woli bowiem logiczny rozwój wiersza, jednak nie przeszkadza to jej w zjawiskowym ukazywaniu, jak w teraźniejszości nielogicznie wykrzywia się wizerunek rzeczywistości, co wymusza na podmiotach „wychylanie się”, czyli częściowe wyjście z przestrzeni zarządzanej przez świadomość i poznawanie świata tylko wtedy, gdy posiadają na sobie „pancerz” ochraniający delikatne ciało „ja” przed fatamorganami i błędami w materii. Siłą rzeczy Wnioski z badań terenowych są trudne do uzyskania, skoro podstawowym atrybutem przedstawianego tu świata jest szeroko rozumiane pomieszanie, które powoduje gwałtowne i niemożliwe do przewidzenia przez „ja” zmiany kierunków działania podstawowych tendencji: „Musi nastąpić zderzenie. / Hadrony pędzą ku pustce, wszystko się miesza, / następuje precesja. (…) / Nie, zderzenia będą / następować jedno po drugim, / w jak zawsze długą nieskończoność”. Jednak niemoc przedstawienia niepodważalnych „wniosków”, rekompensowany oryginalnymi metaforami, okazuje się podstawowym motywatorem poetki w tworzeniu wierszy przypominających naczynia, które służą kumulowaniu gęstego płynu, składającego się z obserwacji, hipotez i wizji. Wszystko to podszyte jest wiarą w splot skończoności z tym, co ponadczasowe, a więc także życia („badań terenowych”) z badaniem genezy tego, co doświadczane.

Autor: Przemysław Koniuszy

Karina Stempel, „Wnioski z badań terenowych”, Instytut Mikołowski im. Rafała Wojaczka, Mikołów 2019, s. 56

„Zostaje tylko / niezrozumiała do końca pustka, / kiedy w zupełnej ciszy rozpadamy się / jak szklane oko zwrócone do środka, / niewidzące, nieodbijające niczego”, czyli jak z przyzmatyczno-nihilistycznej poezji uczynić sensotwórcze „badania terenowe”