Kiedy wizja przeradza się w coś nieforemnego

Miasta wyśnione to kolejna pozycja krakowskiego wydawnictwa Karakter, które niespełna od swoich początków podejmuje się trudnego zadania przybliżania Polakom dzieł fundamentalnych dla architektury, jak również pozycji bardziej skłaniających się ku jej popularyzacji i pogłębienia w czytelnikach wrażliwości na przestrzeń. Tym razem mamy do czynienia z książką dość nietypową, znacznie odbiegającą od tego, do czego przyzwyczaił nas chociażby Filip Springer. Myślę, że warto na początku poczynić kilka zastrzeżeń, które pomogą nam zarysować sposób, w jaki amerykański historyk, Wade Graham, ukształtował swoją narrację. O ile jest tutaj w pełni do zaakceptowania arbitralny wybór autora siedmiu tendencji i nurtów w architekturze XX wieku, o tyle w żaden sposób takie postępowanie nie pociąga za sobą dyscypliny w myśleniu i opowiadaniu. Trudno oddzielić w Miastach wyśnionych dygresję od przekazu właściwego, w sposób nieuzasadniony i fragmentaryczny pojawiają się tu prywatne wynurzenia autora, które rzadko kiedy współgrają z tematem, a to wszystko podkreślone jest przez dezorientowanie czytelnika przez nawarstwiające się uogólnienia, zasypywanie go zbędnymi informacjami, bezustanne przypominanie prawd powszechnie znanych oraz wywodzenie bez ostrzeżenia z detalu tezy ogarniającej pokaźny zespół przykładów. Na dodatek cały wywód w sposób niekontrolowany meandruje od konkretnych przykładów do niewiele mówiących, ogólnikowych i upoetyzowanych konkluzji. Dezaprobata, jaka z pewnością wyłania się z tej charakterystyki Miast wyśnionych, wynika wyłącznie z tego, że jestem w pełni świadom, jak bardzo dziś potrzebne są swego rodzaju przewodniki po tendencjach architektonicznych, z których wywodzą się w gruncie rzeczy wszystkie otaczające nas formy zabudowy i urbanizacji. Dlatego właśnie nie pozostaje mi nic innego, jak tylko ubolewać nad tym, ze Wade Graham nie zrealizował założeń, jakie sam sobie wyznaczył we wprowadzeniu do swojej książki. To, co w jego wywodzie najwartościowsze najzwyczajniej zostało rozmyte przez to, co być może pojawiło się tutaj po to, aby uczynić tę książkę nieco pokaźniejszą na półce księgarskiej. Mimo wszystko, nie negując tej publikacji, chciałbym zastrzec, że bez względu na to, co opisane powyżej i tak wiele z Miast wyśnionych można się dowiedzieć. Szkopuł tkwi jednak w tym, że trzeba poświęcić temu nieproporcjonalną do korzyści ilość wytrwałości.

Wade Graham próbuje wykazać w swojej książce, że całe dzieje współczesnej architektury to nieustanne przechodzenie od abstrakcyjno-utopijnych idei wypracowywanych przez niezwykle kreatywnych ludzi do realizacji, które najczęściej za sprawą kompromisu w niewielkim stopniu są ich dosłownym odzwierciedleniem. Jak wskazuje już sam tytuł, architekt jest tutaj utożsamiany z marzycielem. Kimś, kto zapragnął swoje prywatne mrzonki przekuć w coś namacalnego, a więc kształtującego innych i mającego wpływ na ich życie. Jednym z najciekawszych elementów tej książki, choć niestety niestarannie sfunkcjonalizowanym jest wywodzenie pochodzenia konkretnych koncepcji u danego architekta z jego biografii i środowiska, z jakiego pochodził. W sposób o wiele skuteczniejszy daje odpowiedź na pytanie, dlaczego współczesne miasta są (i zapewne pozostaną) takim palimpsestem, obszarem chaotycznie zorganizowanym i niemożliwym do ujednolicenia, a przy tym rzadko kiedy różniącym się pod względem położenia na mapie. Okazuje się bowiem, że każda metropolia współczesnego świata staje się wypadkową tych samych koncepcji, zatracających specyfikę i przynależność kulturową danych miejsc. W Miastach wyśnionych chodzi więc o to, aby po ich przeczytaniu czytelnik uzyskał taką wrażliwość na otaczające go przestrzenie zurbanizowane, która pomoże mu w lot dostrzegać kolejne warianty danych tendencji i wynikające z ich powielenia błędy, konsekwencje i niebezpieczeństwa.

Prześledźmy zatem tor, który przemierzają Miasta wyśnione. Graham, przystępując do prezentacji postaci Bertrama Goodhue’a, zaczyna od problemu kostiumu, w jaki często „ubierano” XX wieczne skupiska ludności, kiedy to, porzucając modernizm, powracano do wzorców dawno już anachronicznych, budując miasta romantyczne i klasycystyczne lub po prostu eklektyczne. W ten sposób nieudolnie kreowano iluzję powrotu do lepszego, „arkadyjskiego” i malowniczego świata, co prowadziło z kolei do wykształcenia się modelu człowieka zmotoryzowanego, niemogącego funkcjonować bez auta i wymaganej przez niego infrastruktury. Później przychodzi pora na część zatytułowaną Monumenty, traktującą o dorobku Daniela Burnhama i uosabianego przez niego zamysłu miasta uporządkowanego, dzięki któremu w znaczący sposób rozwinęła się idea wieżowców, jako budowli rządzących się kapitalistyczną logiką i surowych pod względem ornamentyki. Zawdzięczamy temu również wielki wybuch entuzjazmu neoklasycyzmem w Ameryce i architekturą europejskiego Belle Époque, co niejednokrotnie przeobrażało się w ostentacyjne podkreślanie imperializmu Stanów Zjednoczonych, wyrzucanie poza nawias społeczeństwa warstw biedniejszych oraz przekształcanie miast w osobliwe muzea pod gołym niebem. Z drugiej zaś strony Graham dla równowagi łączy to z ruchem City Beautiful, który dążył do upiększania miast – wypełniania miejsc pomiędzy budynkami tym, co może mieć potencjał transformacji ludzkiego poczucia piękna. W Blokach, rozdziale następnym, myśl Le Corbusiera jawi się już w pełnej krasie. Wieloaspektowe podejście Grahama do idei domu jako maszyny do mieszkania, Corbusierowskiego zintegrowania minimalizmu z regularnością przytłaczających wieżowców, umiejscawiania budynków na podporach, koncepcji miasta współczesnego oraz bezkompromisowego połączenia miasta ze wsią skutkuje powstaniem jednych z najbardziej porywających fragmentów tej książki. Na uwagę z pewnością zasługuje także wnikliwy namysł nad problemem miejskiej odnowy, która zakładała wyburzanie całych połaci miast w celu zastąpienia struktur zdegradowanych przez teoretycznie korzystniejsze, co było ściśle powiązanie z wysiedlaniem ogromnych ilości mieszkańców w obce im dzielnice.

Później Le Corbusiera i jego wymarzone miasto zastępuje Frank Lloyd Wright i antymiasto. W formie najbardziej radykalnej opisywane tu przez Grahama jego gospodarstwo domowe, między innymi dzięki decentralizacji, miałoby być niezależną jednostką, w zupełności dostosowaną do indywidualnych potrzeb konkretnych rodzin i opierającą się na symbiozie człowieka z naturą, czym Wright utopijnie chciał wydobyć miasto z impasu wszystkich jego niedoskonałości. Jako pewnego rodzaju reakcja na to pojawia się w Miastach wyśnionych Jane Jacobs, autorka wydanej także w Polsce książki Śmierć i życie wielkich miast Ameryki, która służy Grahamowi dla uzyskania stanu przeciwwagi i pokazania, że współcześnie jest jak najbardziej możliwy liberalizm urbanistyczny i oddanie miasta w ręce jego mieszkańców w ramach samoorganizacji, pozwolenia im budować to, co zaspokoi ich potrzeby w stylu najbardziej odpowiadającym ich estetyce i oczekiwaniom. Tu zaś nie można odmówić autorowi dystansu do różnorakich projektów, które dokonują rewizji modernistycznych koncepcji, na przykład pod egidą nowego urbanizmu – nurcie stawiającym tylko do pewnego stopnia na normatywizm. Co ciekawe Graham nie poprzestaje tylko na siedzibach ludzkich. W Miastach wyśnionych wiele miejsca poświęca także ewolucji centrów handlowych, rozpoczynając od ich rozkwitu (na przykład w postaci Pałacu Kryształowego czy paryskich pasaży), przez komercjalizację w Ameryce, dokonaną przez Jon’a Jerde’ego redefinicję (w postaci zaakcentowania konieczności wprowadzenia do zakupów aspektu wspólnotowego, mającego ukrywać prawdziwy cel „centrów” kapitalizmu pod płaszczem różnorakich steatralizowanych doświadczeń), aby na końcu zawiesić głos nad konkluzją o wyczerpywaniu się koncepcji centrum handlowego. Całość zamyka najbardziej interesujący rozdział, którym Graham nieco rekompensuje mankamenty Miast wyśnionych. Otóż na końcu dowiedzieć możemy się o habitatach – rozwiązaniach nierzadko egzotycznych (idea ta wywodzi się bowiem głównie z Japonii) oraz kontrowersyjnych, lecz równie – jak się wydaje – we współczesności niezbędnych, które mają za zadanie połączyć dominującą dziś i w XX wieku technokrację z ekologią. To ostatnie pociąga za sobą namysł nad możliwością budowania skupisk mieszkań na (w?) czymś innym niż podłoże stałe, jak na przykład woda lub powietrze. W niniejszym ujęciu to, co zaproponowali metaboliści (przewodzeni przez Kenzō Tangego i Takashi Asadego) i Norman Foster jawi się jako odważne przejście do megastruktur, które opierają się na prefabrykatach, możliwości daleko idących ingerencji w istniejące już budowle (samoregulacja i regeneracja) oraz traktowaniu mieszkania jako kapsuły mieszkalnej. To właśnie z koncepcją habitatu pozostawia nas Wade Graham twierdząc, że świat właśnie tak chce obecnie budować.

Miasto wyśnione to książka, której przeznaczenie trudno jednoznacznie rozpoznać. Z jednej strony nazywana jest przewodnikiem po świecie i wprowadzeniem w świat architektury, co mogłoby sugerować jej wieloaspektowość i przystępność. Jednak z drugiej, w praktyce, okazuje się przepełniona informacjami dla tego rodzaju publikacji zbędnymi i pozbawiona tych, które mogłyby uczynić ją o wiele bardziej wartościową. To wszystko zaś podkreślone jest przez karkołomną metodę narracji, która nieraz wyprowadza czytelnika na bezdroża. Mimo to warto przeczytać Miasta wyśnione przez wzgląd na ich liczne pozytywne strony, spośród których warto wyróżnić wyeksponowanie roli wystaw światowych, (co prawda nieco zmarginalizowaną) krytyczną analizę przedstawionych tu tendencji oraz nade wszystko zwrócenie uwagi na obserwowany w nich splot niezwykłych atutów i rażących defektów. Największym atutem tej książki jest to, że jej bohaterami są nie tyle kolejne realizacje architektoniczno-urbanistyczne, ile przede wszystkim ich twórcy i późniejsi użytkownicy.

Autor: Przemysław Koniuszy

Wade Graham „Miasta wyśnione. Siedem wizji urbanistycznych, które kształtują nasz świat”, przekł. A. Sak, wydawnictwo Karakter, Kraków 2016, s. 340

Kursywą zostały wyróżnione cytaty pochodzące z recenzowanej książki.

Kiedy wizja przeradza się w coś nieforemnego