„Nie potrzebuję haseł i zgromadzeń. Maszeruję po suficie. Jestem jeden, łatwo mnie policzyć”, czyli krakowskie Planty jako centrum w „dekadentyzmie” na miarę XXI wieku

Wszystkim, którzy chcieliby sprowadzić każdego poetę do poziomu twórcy tomików poetyckich, w których za pośrednictwem jednorodnego głosu prezentuje swój precyzyjnie sproblematyzowany światopogląd (nie tyle polityczny lub artystyczny, ile dotyczący wszystkiego, co dla niego ważne), najnowsza książka Marcina Świetlickiego sprawi niesamowitą trudność. Będzie ona intensywniejsza tym bardziej, że nie sposób, chociażby przez tytuł Drobna zmiana, w zupełności wyrzec się podejmowania prób poszukiwań jakichkolwiek analogii zebranych tu wyznań do tu i teraz, do toczącej się wokół nas debaty publicznej i jawnego rozłamu społeczeństwa na co najmniej dwie frakcje.

W wykreowanej na kartach tej książki rzeczywistości poetyckiej, niewątpliwie odnajdującej swój punkt odniesienia we współczesnej Polsce, tytułowa zmiana postrzegana jest jako coś, co zachodzi mimo woli, choć na przekór temu nierzadko jest czymś bezwzględnie niezbędnym dla ogółu, prawdziwie dobrym i w każdym wypadku koniecznym do skomentowania, ujęcia z różnych punktów widzenia i systemów wartości. U Świetlickiego wszyscy i wszystko jakoś wywodzi się od zmiany, co doprowadza tutaj do dostrzeżenia istotnej subtelności: zmianę zwykliśmy rozumieć tylko w kategorii chwili obecnej, jako przekształcenia „teraz” w to, co postulowane, choć przecież zmiany miały miejsce zawsze, bez względu na czas i szerokość geograficzną wciąż coś się dzieje, przeplata się postęp z regresem. Nie można zapomnieć o zmianach, które miały miejsce dawno i zdążyły scalić się z teraźniejszością. Jakby równocześnie w opozycji i na tle tego jawi się człowiek: trochę poeta, trochę ktoś zwyczajny i trochę odpersonalizowana jednostka, która swoje „bycie” dzieli pomiędzy siebie, czyli to, co iluzorycznie oswojone (Deltę Dietla, psa, swoje od-czucia) i całą zewnętrzność – niby od zawsze znajomą, lecz w bezpośrednim zetknięciu niesłychanie obcą, groźną i odstręczającą. Ów dualizm sprawia, że co pewien czas w Drobnej zmianie te sfery przenikają się nawzajem, wchodzą sobie w „drogę” i budzą u podmiotu szereg dość destrukcyjnych emocji.

W głównej mierze Drobna zmiana dotyczy obserwacji Polski i Polaków, a w szczególności wspólnej nam mentalności, która w przedziwny sposób potrafi połączyć w sobie czynniki spajające (patriotyzm, wiara) ze ściśle z nimi sprzecznymi, budzącymi w ludziach nienawiść nie tyle do innych, traktowanych z góry, ile także do samych siebie. Jeżeli miałaby się z tego wyłonić jakakolwiek wizja narodu to z pewnością taka, w której jedność stanowiłyby jednostki zupełnie od siebie odmienne i szanujące autonomiczność innych. Jednakże, obok klucza ściśle „narodowego”, warto podjąć się lektury tej książki w kontekście przemiany indywidualnej. W Drobnej zmianie człowiek ma prawo nie zgadzać się na zmianę, nie przyjmować jej do wiadomości i przede wszystkim żyć tak, jakby nigdy nie miała ona miejsca. Wyłania się z tego chęć życia na moment przed tym, kiedy to nie będzie można wprowadzić żadnych zmian, gdy wszystko zostanie zatrzymane, a więc w chwili, gdy gorączkowo można podjąć decyzje, których w innym wypadku, po głębszym zastanowieniu, nigdy nie odważyłoby się dokonać. Co ciekawe ulega to spotęgowaniu, gdy do głosu dochodzi poczucie misji, nieuchronnie przeradzające się tutaj w swoistą klątwę, która na przykład z poety czyni niewolnika własnego talentu, żyjącego w samym centrum społeczeństwa, lecz jakoś z niego wyobcowanym, wyrzuconym poza nawias.

Jak reaguje na to wszystko podmiot? Jak się wydaje najbliżej mu do postawy kogoś, kto tkwiąc pośrodku, nie rości sobie żadnych praw do bycia na pierwszym planie, gdyż jego rolą jest widzenie i opisywanie, łączenie niezgody, eskapizmu i rozgoryczenia z ekscytacją, zadowoleniem, rozbawieniem i brakiem reakcji. Dominacja przez którykolwiek z tych elementów jest w Drobnej zmianie niedopuszczalna, a gdy do niej dochodzi poza światem poetyckim, Marcin Świetlicki wysuwa wobec niej swą mistrzowską ironię i cięty humor. To ostatnie, w formie najbardziej zjawiskowej, ma miejsce najczęściej wówczas, gdy powoływany tutaj do istnienia podmiot zaobserwuje kogoś lub coś, co istnieje tylko dzięki jakiejś ideologii lub funkcjonuje tylko w jej imię i z nieznanych przyczyn swe pochodzenie stara się zakamuflować. Wyjaśnienie jakiegokolwiek (najczęściej przecież polimorficznego) stanu jest w świetle Drobnej zmiany nieosiągalne – świata nie sposób sprowadzić do dogmatów i sloganów.

Jakkolwiek powyższe ustalenia mogłyby zostać nieopatrznie odczytane jako paradoksalne spełnienie zastrzeżenia poczynionego w pierwszym zdaniu i dotyczącego sprowadzenia całej tej książki do konkretu, to śpieszę z doprecyzowaniem, że jest zupełnie inaczej. To tom w znaczącym stopniu zuniwersalizowany, ujawniający niebezpieczeństwo zmanipulowania ludzi, którzy sprowadzają siebie do czegoś jednego, bez względu na to, czym to „jedno” jest – ekranem telefonu, określonym medium, czy konkretnym wyobrażeniem, któremu chciałoby się podporządkować wszystko inne, a więc zaprosić do swojego wnętrza kierującego wszystkim zredukowanego ludzika. Jednak, mimo tego wszystkiego, poeta w ujęciu Świetlickiego odpowiada tylko za siebie, nie jest głosem generacji, jakiegoś środowiska, gdyż chcąc być uczciwym, może walczyć tylko ze swoimi „demonami”, mówić tylko w swoim imieniu i z przynależnej sobie perspektywy, choć nawet zawężając swój świat do Delty Dietla zawsze będzie mu przeznaczone być wszędzie i nigdzie, w jakiejś nieokreśloności. Może, rzecz jasna, poszukiwać punktów zapalnych, piętnować nawroty do idei słusznie minionych i waloryzować, lecz niezmiennie pozostanie tylko sam ze sobą i swoim wierszem. Jego cele indywidualne zawsze będą nadrzędne względem tych obieranych przez ogół, co nie znaczy, że z nimi bezwzględnie rozbieżne. Poeta bowiem to także ktoś, kto w sensie metaforycznym może stać się rozjemcą pomiędzy lubującymi się w abstrakcji i tymi, którzy z poziomu teorii pragnęliby jak najszybciej uciec w sferę praktycznych realizacji. Dochodząc do tego rodzaju refleksji Marcin Świetlicki zdaje się summa summarum uznawać społeczne rozdźwięki w Polsce za coś dość naturalnego, ponieważ są one pochodną faktu, że każda zmiana podzielona jest na szereg etapów, z których każdy odznacza się odmienną dominantą. Stąd życie w społeczeństwie, według Drobnej zmiany, mogłoby przypominać granie na jednym instrumencie w orkiestrze symfonicznej, która bezpośrednio sąsiaduje z nieskończoną ilością podobnych, lecz nieidentycznych zespołów, znajdujących się na innym etapie prób lub gry właściwej. Zamiast tego co tutaj piętnowane podmiot Drobnej zmiany proponuje ostrożne stymulowanie (samo)świadomości, które pozwala utrzymać właściwy kierunek myślenia i postrzegania.

W swej najnowszej książce Marcin Świetlicki konstruuje studium o ludziach, którzy znajdują ukojenie w fałszowaniu realności, zamienianiu prawd ogólnie przyjętych przez swoje własne, pozwalające nie tyle się wyobcować, ile przede wszystkim dokonać wreszcie ostatecznego, bo wyimaginowanego podziału na „ja” i „innych”. Do pewnego stopnia w Drobnej zmianie tego rodzaju postępowanie uznawane jest za słuszne, gdyż każdy człowiek powinien pozwolić żyć innym w spokoju, bez zadręczania ich swoją obecnością, gdyż świat, poniekąd czarno-biały i prosty, jest w stanie pomieścić wszystkie możliwości w izolacji od siebie nawzajem. Jednak, gdy ktoś próbuje innym zaszczepić swoje zakłamanie i marazm, każdy tego świadomy powinien wykazać się bezwzględnym sprzeciwem. Obok tego tkwi artysta – nieprzerwanie nagabywany, wciąż ktoś chce go do czegoś zaangażować, przypisać mu coś, co nie jest jego. A on sam, świadomy swej roli, niekiedy się na to godzi i schodzi w rejony sobie nieprzyjazne, co z kolei doprowadza do tego, że wówczas nim samym nikt się nie przejmuje i ci, którzy uprzednio o niego zabiegali, teraz nie pamiętają o jego istnieniu. Dlatego poeta-bohater Drobnej zmiany dąży do tego, aby w swej nieokreślonej miłości i zaaprobowanej samotności dla siebie i świata był jeden, nieuwikłany, policzalny i w pełni wolny, jak osamotniony, sparaliżowany Guliwer – obserwujący, zaciekawiony i daleki od zaangażowania. A jest to możliwe właśnie dlatego, że opisywany tu z różnych ujęć przemijający czas sprawia, iż wszystkie konflikty znikają równie szybko, jak się pojawiły, wraz z tymi, którzy lubowali się w ich podsycaniu. Mimo tego wszystkiego Drobna zmiana nie jest krytyką w najpełniejszym znaczeniu tego słowa, ponieważ Świetlicki równie wiele miejsca poświęca na uświadomienie czytelnikowi, że niektóre systemy (ideologie, paradygmaty myślenia) są najzwyczajniej ufundowane na niepomijalnych ideach, które poza przynależnym sobie zakresem oddziaływania są zupełnie nieakceptowalne. Tym samym przyczyn tego, że Nie ma alternatywy upatruje w tym, jak bardzo wielu ludzi usilnie pragnie ograniczyć siebie do upraszczającej wizji świata, pozwalającej im trwać w przestrzeni upozorowanej, pełnej błogiej nieświadomości, irracjonalnej nienawiści i iluzji dobrobytu.

Drobną zmianą Marcin Świetlicki proponuje nową formę poezji, w jego ujęciu prawdziwie indywidualnej, a nie jedynie sugerującej osobisty charakter utworów. Dlatego zebrane tu wiersze-„aforyzmy” nie są dzienniczkiem, pamiętniczkiem, wypisem interesujących go „wycinków” rzeczywistości, gdyż nie ma tutaj miejsca na odzwierciedlanie wyobrażeń czytelników. Przyjmując inny sposób zapisu chce nam więc pokazać, że każda drobna zmiana jest zmianą znaczącą i fundamentalną, odwracającą bieg czasu we wszystkich jego aspektach i mającą znamienny wpływ na trajektorie życia wielu ludzi, zupełnie – wydawałoby się – od tej zmiany niezależnych. Dzięki temu Drobna zmiana jest dowodem na to, że wbrew przekonaniom wielu naprawdę nie jest czymś niezbędnym budowanie barykad i uczestniczenie w manifestacjach, by wyrazić to, co powinno zostać wyrażone. Wystarczy bowiem elementarna chęć wejścia pod powierzchnię lub wręcz przeciwnie – przebicia się przez to, co nad sobą. Wykształca się z tego mistrzostwo tych wierszy: upraszczających zawikłanie, komplikujących prostotę, łączących ujawnianie z zanikaniem i wciąż szarpiących się z życiem i śmiercią o prawdę.

Autor: Przemysław Koniuszy

Marcin Świetlicki „Drobna zmiana”, wydawnictwo a5, Kraków 2016, s. 112

Kursywą zostały wyróżnione cytaty pochodzące z recenzowanej książki.

„Nie potrzebuję haseł i zgromadzeń. Maszeruję po suficie. Jestem jeden, łatwo mnie policzyć”, czyli krakowskie Planty jako centrum w „dekadentyzmie” na miarę XXI wieku