„Gdy wypowiedziała się nauka, to należy tylko milczeć”, czyli prehistoria w obiektywie nowoczesności

Podróż do wnętrza Ziemi to swego rodzaju wizytówka powieściopisarstwa Juliusza Verne’a. Znajdziemy w niej wszystko to, co dzisiaj pozwala nam uznać go za prekursora science fiction lub co najważniejsze i bardziej adekwatne: kreatora prawdziwie nowatorskiego sposobu narracji, u którego fundamentów kryje się przekonanie, że wszelkiego rodzaju fikcja napędza realność i z tego względu możliwe jest urzeczywistnienie tego, co zrodzone przez wyobraźnię. Jako trzecia część monumentalnego cyklu Niezwykłe podróże wyznacza zasadniczą ideę myślenia Verne’a o swojej roli jako pisarza-wizjonera. W Podróży jest on bowiem nie tylko kimś, kto przemierza terytoria dotychczas często nawet nieuznawane za możliwe do eksploracji, lecz przede wszystkim mówi o omnipotencji człowieka i potędze jego wolnej woli, a więc ośmiela ludzi do burzenia racjonalistycznych barier i wykraczania myślą tam, gdzie nie sięga wzrok.

Z przymrużeniem oka można nawet uznać tę książkę za inspirujący i wiarygodny przewodnik. Czytając ją, choć świadomi jesteśmy absurdalności opisywanego w niej doświadczenia, zdajemy się coraz bardziej wierzyć w to, że bohaterowie są nie tylko fabularnymi konstruktami. Z biegiem czasu zaczynamy przejmować ich wizję za swoją i rzeczywiście prędzej czy później zaczyna nam się wydawać, że gdybyśmy naprawdę chcieli, to bez żadnych problemów możemy wyruszyć na Islandię i stamtąd, przez krater wulkanu, z powodzeniem dotrzeć do wnętrza Ziemi, gdzie być może odnajdziemy ukryte tam odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie nurtują ludzi obawiających się niebezpieczeństw stojących za empirią i zmuszonych przez rozum do poprzestawania na abstraktach. W świecie Verne’go ludzi nic nie ogranicza, dlatego rozwój jest tutaj zależny wyłącznie od samego imperatywu lub myśli, że jest on możliwy. Tym samym najbardziej zaskakujące jest to, w jaki sposób zostało tutaj przedstawione zniesienie późno romantycznego elitarystycznego myślenia o jednostce w kontekście zbiorowości na rzecz nieco pozytywistycznego egalitaryzmu i redukcjonizmu. Bezpośrednim tego odzwierciedleniem jest starcie dwóch równorzędnych protagonistów powieści – profesora mineralogii Otto Lidenbrocka z jego bratankiem Axelem, a za ich pośrednictwem: pełnej optymizmu scjentystycznej erudycyjności, nierzadko bazującej na przypuszczeniach i bliskiej naiwności ze sceptyczną wiarą w to, co dotychczasowe, refleksyjnością i tendencją do ciągłej weryfikacji tego, co przynosi chwila.

Znaczące jest, że Verne za Heglem uważa, że jeśli fakty przeczą teorii, tym gorzej dla faktów i vice versa, gdyż Podróż bardzo ukierunkowana jest na poznawanie „na gorąco” i myślenie spekulatywne. Jakikolwiek przebłysk czegoś, co mogłoby kiedyś doprowadzić do wysnucia jakiejś hipotezy a dopiero później wniosku, tutaj funkcjonuje a priori jako niepodważalny dowód na to, że świat jest ujednoliconą strukturą i wszystko w nim jest na prawach statystyki równomierne, jakby materia, o której mówią bohaterowie, zastanawiając się nad powstaniem świata, wciąż się mieszała i tworzyła spójną masę poznawaną przez absolutny rozum. Stąd kombinacyjny charakter narracji, która co prawda stanowi nieprzerwany ciąg kolejnych wtajemniczeń i samoistnych epizodów, znoszących się pod względem istotności, ale opierającej się w istocie na wtłoczeniu tego wszystkiego w schemat mistrzowsko przeplatający ze sobą momenty statyczne z niesłychanie dynamicznymi, którymi Verne apeluje do nas o bezwzględną „czujność”. Sprawia to, że czytając Podróż tempo opowieści staje się dla nas niezwykle zwodnicze, gdyż poszczególne halucynacje i łamigłówki, z jakimi mierzą się bohaterowie, sugerują nam kierunek, w jakim to wszystko zapewne podąży, lecz zdumieniom nie ma tutaj końca. Być może jest w tym jakiś pogłos organicyzmu, który Verne przepracowuje w Podróży tak, aby zwizualizować nam, jak funkcjonuje nauka i jak łatwo można podważyć każdy paradygmat. Nigdy w istocie nie można być w pełni przekonanym bez doświadczenia czegoś na własną rękę, czy treści docierające do nas od „proroka” lub jakiegoś autorytetu są niedorzecznymi spekulacjami szaleńca, czy może naukowymi wywodami geniusza, które przesuwają granice pomiędzy prawdą i zmyśleniem.

Podróżą Verne podważa wiele konfliktów poznawczych, którymi zajmowała się literatura do jego czasów. U niego kluczem do poznania człowieka, zarówno jego intelektu, jak i emocjonalności, jest Ziemia, rozumiana jako wielka metafora, którą można wprost odczytywać i jakby w ramach nowożytnego odpowiednika parabazy wchodzić w nią coraz głębiej, mierzyć się z kolejnymi jej sferami i wraz ze wzrostem głębokości-skomplikowania zdawać sobie sprawę, czym jest humanizm wobec potęgi żywiołów przyrody. Bohaterów obowiązuje tutaj zasada ograniczonego zaufania dla tych, którzy myślą o świecie w sposób abstrakcyjny i zdominowany przez konstruowanie systemów przekonań opartych nie na autopsji, ale fantazmatach. Dlatego w świecie powieściowym są uprzywilejowani i choć wyrzekają się siebie w imię idei, to cokolwiek by ich nie doświadczało, zawsze są w pełni przekonani, że mimo kolejnych przeciwności nic im nie grozi i ze wszystkiego wyjdą cało. Jest to niezbędny składnik całej Podróży, jako opowieści przekazującej nam wizję Ziemi, w której zewnętrzna warstwa – ze wszystkimi już i tak niesłychanie pięknymi oceanami i kontynentami – jest niczym wobec piękna tego, co kryje się pod tym wszystkim, co przez ignorantów uznawane jest za jedynie osiągalne przez człowieka. I tak samo, gdy czujemy się nieusatysfakcjonowani, gdy inni opowiadają nam o zachwycie, jakiego doznali widząc coś niewyobrażalnie cudownego, tak i przed wyruszeniem z Verne’m w Podróż do wnętrza ziemi warto nie zapoznawać się z opowieściami tych, którzy już jej doświadczyli i mogą nam powiedzieć, na jakie osobliwości  natknęli się jej bohaterowie, Kolumbowie podziemnych krain. Warto wraz z nimi, bez niczyjej pomocy, zaznać, czym jest ekscytacja i samotność odkrywcy, który wyrusza w nieznane.

Autor: Przemysław Koniuszy

Juliusz Verne „Podróż do wnętrza Ziemi”, przekł. A. Zydorczak, Wydawnictwo Jamakasz, Ruda Śląska 2015, s. 315

Na w pełni zasłużone uznanie zasługuje edytorska pieczołowitość, z jaką zarówno ta książka, jak i pozostałe tomy dzieł Verne’a zostały wydane w wydawnictwie Jamakasz – kilkadziesiąt ilustracji Édouardo Riou, rzetelne opracowanie tekstu i estetyczne wydanie to rzeczy, które podkreślają wartość artystyczną prozy Verne’go.

„Gdy wypowiedziała się nauka, to należy tylko milczeć”, czyli prehistoria w obiektywie nowoczesności