„dlaczego światło które nas prowadzi / wciąż rozbłyskuje i gaśnie”, czyli jak brak nadziei i duchowości może pogrążyć w ataraksji

Wszystko, czemu Julia Hartwig postanowiła bliżej przyjrzeć się w Spojrzeniu, swym najnowszym tomiku, przedstawiane jest przez pryzmat rozziewu pomiędzy tym, czego człowiek w głębi serca pragnie a tym, co jest mu oferowane przez rzeczywistość. Tym samym uwagę czytelnika przyciąga tutaj, szczególnie eksponowane przez ascetyczną frazę, wyczulenie na cierpienie. To, co mogłoby wywołać radość, jest tutaj przeważnie ukryte, domniemane i bardziej postulowane niż rzeczywiście dostrzegane. Nie przyświeca temu jednak przekonanie, że jedynym celem życia jest rozpacz i zamartwianie się, lecz świadomość konieczności uzupełnienia świata poetyckiego o przestrzenie dotąd na ogół ignorowane i próba zachowywania równowagi w balansowaniu pomiędzy litością oraz pożądaniem świata. Rzecz jasna coś takiego nie może mieć charakteru celowościowego. Satysfakcjonującą przygodą jest tutaj już sama droga, a hipotetycznie możliwy do osiągnięcia cel jest czymś, co najmniej pobocznym. Stąd tak bardzo intensywnie obecna jest tutaj figura błogosławieństwa, a więc bycia kimś w przeróżny sposób naznaczonym, lecz nie poprzez wybranie a ustawiczne realizowanie się w spajaniu skłóconych melodii w przekaz docierający do najgłębszych pokładów wrażliwości.

Julia Hartwig chce w Spojrzeniu odejść od modelu poety, który odnajduje przyjemność w niezgadzaniu się ze światem. Spełnia się w poszukiwaniu jakiejś dominanty, elementu pozwalającego spoić przeciwstawne sobie głosy w spójną opowieść o tym, jak wyjść z labiryntu życia w stanie o wiele doskonalszym do początkowego. W świetle tego bardzo znaczące jest, jak wiele zależy w Spojrzeniu od tego, czy uznamy to wszystko za swego rodzaju „symulację”, czy bardziej zbliżymy się do odczytywania całości w kontekście naszych doświadczeń. Dlatego dąży się tutaj do pełnowymiarowego obrazu poprzez zwracanie uwagi na detale, gdyż nigdy tak naprawdę nie wiadomo, gdzie ukrywa się dowód na przemianę świata, która w konsekwencji – wraz z pracą imaginacji i nawarstwiania się myśli – prędzej czy później znajdzie odzwierciedlenie we wszystkim, co dotyczy człowieka. Kluczowa jest tutaj zatem niezgoda wobec dominacji wśród ludzi nieświadomości tego, co naprawdę istotne, ignorowania duchowości i poleganiu na wybrakowanym stosunku do rzeczywistości, a więc zwracaniu uwagi tylko na to, co w danej chwili pociągające i ogólnie pożądane, a co zdaniem podmiotu tych wierszy wprost prowadzi do katastrofy. Stanem idealnym jest bowiem myślenie o problemach metafizycznych w kontekście tego, co przyziemne, a więc poszczególnych wyzwań, jakie rzeczywistość stawia przed „ja”. Konstruowanie fałszywych wyobrażeń o tym, co znajduje się poza tym „wszystkim” i gdzie prowadzi nas życie, w żaden sposób nie przygotowuje na zmierzenie się w przyszłości z prawdziwą wersją zaświatów. Przyjęcie tego pewnika skutkuje w Spojrzeniu zastanowieniem nad tym, co w myśleniu o świecie powinno konsekwentnie pozostawać nazwanym, a co musi pozostać w sferze nienazywalnego. Świat – zdaniem podmiotów tych wierszy – wręcz krzyczy do nas wielością głosów. Problem polega jednak na tym, że niewielu chce ich słuchać i każdy w jakimś stopniu rozmija się ze światem, między innymi poprzez błędne rozumienie swojej indywidualności i gubienie się w upragnionej z absurdalnych powodów oryginalności przeżywania.

Życie w Spojrzeniu przedstawiane jest jako wędrówka, której przebieg w klarowny sposób określa wolna wola i moralność. Jednakże to, co uśpione i nieoczekiwane, zdaje się w wykreowanym tutaj świecie wciąż czyhać na jednostkę w celu usidlenia jej w przeróżne niepokoje i sprzeczności, które nie tyle doprowadzają ją do zboczenia z obranego kursu, ile przede wszystkim zastępują konkret uogólnieniami i uniemożliwiają jej przekonanie się o tym, co znajduje się poza przeznaczonym jej wariantem rzeczywistości. Podmioty powoływane przez Julię Hartwig bardzo dużo poświęcają uwagi temu, jaka w istocie jest natura człowieka i na co w gruncie rzeczy jest jednoznacznie ukierunkowana: Na dobro czy na zło? Brak tu – rzecz jasna – odpowiedzi na to pytanie, gdyż punktem wyjścia jest tutaj jedność świata, nierozerwalność składających się na niego sfer i dogłębne przekonanie o tym, że to wszystko dokoła istniałoby także bez człowieka, a być może wówczas byłoby doskonalsze, bo niewinne w swej pierwotności. Skądinąd w wierszu Tylko pojawia się interesujący dla tego kontrapunkt w postaci pytania: Czy kluczem do wszystkiego / jest rzeczywistość? Wydaje się więc, że chodzi tutaj o spojrzenie dogłębne, w lub poza materię skonkretyzowaną i układającą się w uchwytne dla naszego oka wzory. Dla podmiotów Julii Hartwig niezbędna jest wiara w fałszywość przekonań niektórych o bezsensie tego, co nas otacza. Człowiek, którego przywary w Spojrzeniu podlegają wyważonej krytyce, rzadko kiedy ma w sobie tyle odwagi, aby być wiernym tylko sobie i w konsekwencji tego przejść z konwencjonalnego myślenia w kategoriach „jest” lub „było” do  poszukiwania nieskazitelnego oglądu rzeczy. Poprzez to Julia Hartwig w Spojrzeniu – poza reinterpretacją motywów wanitatywnych i w ogóle całej tradycji biblijnej – pragnie nam unaocznić, dlaczego nic w świecie nie dzieje się samoistnie, zaś każdy z nas powinien odczuwać szczęście już z samego faktu istnienia, wbrew codziennym zmaganiom z chaosem i rozpaczą.

Autor: Przemysław K.

Julia Hartwig „Spojrzenie”, wydawnictwo A5, Kraków 2016, s. 48

Kursywą zostały wyróżnione cytaty pochodzące z recenzowanej książki.

„dlaczego światło które nas prowadzi / wciąż rozbłyskuje i gaśnie”, czyli jak brak nadziei i duchowości może pogrążyć w ataraksji