„W całym ogrodzie nie było ani jednego ciała, z którego wyprowadził się ptak”, bo „Nie da się zawrócić czasu łyżką”, czyli jak uwierzyć w kłamstwo o świecie, który nie istnieje, jeżeli kamień pragnie pokarmu, a jedyną naturalną reakcją na normalność jest dziwactwo

Mogłoby się wydawać, że po Szymonie Słomczyńskim polska poezja jeszcze długo będzie musiała czekać na zjawisko choć równie zaskakujące i ekscytujące. Dużo jednak czasu nie minęło i pojawiło się coś niesłychanie fenomenalnego – „Nakarmić kamień”, debiut Bronki Nowickiej (rocznik 1974), która do naszej literatury z godnym podziwu rozmachem wprowadza problem dualizmu naszego percypowania świata, opierającego się na niezrozumiałym rozdziale pomiędzy cielesnością i przedmiotami, co dla niej jest ściśle powiązane z nieodkrytym dotychczas źródłem dwóch nadrzędnych dla naszej cywilizacji pojęć: pochodzenia i własności. Czy ktoś bowiem wie, co sprawia, że człowiek jest przywiązany do czegoś, co tylko na pozór jest martwe, a co w poezji bez problemu ożywa? Co nieco zabawne i równie interesujące tom ten ma wiele wspólnego i oscyluje wokół dwóch pozaliterackich aktywności poetki – reżyserki dwóch edycji „Superniani”, komiczno-przerażającego reality show ujawniającego „kulisy” wychowywania oraz autorki wystawy „Rzeczy Istoty”, w której przedstawiła destruujący mechanizm kojarzenia wspomnień z materią, spersonifikowaną, ożywioną i zmetaforyzowaną przez nią za pomocą tomografu komputerowego.

Główną ideą, jaka przyświeca książce „Nakarmić kamień”, to namysł nad tym, czy istnieje w ogóle jakiś racjonalny argument za przekonaniem człowieka o konieczności jego istnienia, ponieważ w gruncie rzeczy światu jesteśmy w ogóle niepotrzebni, zaś tkwiący w nim „bezmiar rzeczy” może równie dobrze ewoluować i popadać w chaos bez naszego udziału. To z kolei skłania poetkę do zadania kluczowego dla tego tomu pytania: Czym w swej istocie są przedmioty i co sprawia, że to właśnie wokół nich ogniskują się nasze uczucia i emocje? Nie sposób odnaleźć ostatecznej na to odpowiedzi, jednak tej uzdolnionej poetce, chcącej wprowadzić do polskiej poezji wiele koniecznych dopełnień, udaje się ustalić, że z pewnością w tym wszystkim największą rolę odgrywa związek pomiędzy pamięcią, będącą w stanie dowolnie manipulować czasem oraz czynnikiem sprawiającym, iż dany przedmiot jawi nam się dokładnie w takiej postaci, której możemy przypisać zrozumiałe dla nas znaczenie. Tym samym „Nakarmić kamień” pokazuje, że nasza egzystencja wydaje się dlatego tak zrównoważona i hermetyczna, bo celowo nasz umysł nie przekazuje świadomości oczywistej konkluzji – przedmioty żyją i to nie dla nas lub dzięki nam, lecz ponad nami, jakby stanowiły doskonalsze wcielenie nadrzędnej zasady organizacji świata. Życie nie jest jednak w tym poetyckim świecie tożsame z istnieniem, stanowieniem o samym sobie i swojej podmiotowości, stąd pojawia się tutaj kolejna refleksja: Czy jest możliwe lub uzasadnione, by sądzić, że znana nam rzeczywistość istnieje tylko dlatego, bo ktoś, na przykład my, ją intensywnie percypuje? Czym jest „wszystko” wobec niepojmowalnej mnogości lub chęć poznania wobec niemożliwości dokonania tego w pełni? Takie postępowanie stanowi właśnie rdzeń tego tomu, jakby doświadczenie jego lektury, skądinąd niesamowicie porywające, do złudzenia przypominało karuzelę, która cyklicznie przyśpiesza i zwalnia podając nam do namysłu coraz to bardziej frapujące pytania. To zaś z kolei pokazuje, jaka jest natura naszej wiedzy o środowisku, w jakim żyjemy – wybrakowana, skoncentrowana na najbardziej trywialnych elementach i przede wszystkim zbyt bardzo zorganizowana wokół uczuć. Nie chodzi tu jednak o to, że chcąc zaspokoić swoje pragnienie przetrwania trzeba bezpowrotnie stać się nieczułym pragmatystą, gdyż zdaniem podmiotów tych miniatur poetyckich wszystko zależy od obranej perspektywy, tylko ona ma wpływ na ogólny ogląd świata, jaki interpretowany jest później przez nasz umysł.

Przedmioty stanowią o „realności”. To dzięki nim można dostrzec, czym tak naprawdę jest świat i zgodnie z jakimi regułami funkcjonuje. Nie zmienia to jednak faktu, że w pewnych szczególnych formach ekspresji, jak literatura, ich rola i znaczenie ulegają gwałtownej metamorfozie, gdyż pod wpływem aktywności artysty stają się swego rodzaju „konwencją” dla rzeczywistości, czego konsekwencją jest właśnie kojarzenie przez nas w życiu zwyczajności ze statycznością otaczających nas przedmiotów, pożądanie ich i kult posiadania. Kiedy owe skojarzenie traci rację bytu to dla Bronki Nowickiej oczywisty znak, że właśnie świat został owładnięty przez przemoc, człowieczeństwo odeszło w zapomnienie i wszyscy ludzie zostali wystawieni na próbę istnienia, bo tylko wtedy przedmioty tracą swą nabytą w trakcie kreacji użyteczność i stają się wieloznacznymi symbolami naszej klęski. W przeciwnym razie, kiedy panuje okres względnego spokoju, przedmioty składające się na nasz świat są immanentną częścią charakterystyki pojęć, których znaczenia nie sposób sprecyzować i dlatego stanowią punkty zwrotne konstytutywnych dla rzeczywistości procesów. Ta poniekąd abstrakcyjna konkluzja jest tutaj konieczna, aby zarysować bardzo ważny nurt tego tomu, a mianowicie wypracowywanie hipotezy o niemożliwej do przeniknięcia strukturze czasoprzestrzeni i w ogóle faktu jej istnienia. W rozważaniach nad tym poetka posługuje się psychiką dziecka, które jako jedyne jest pewne, że to, co przez wszystkich postrzegane jest jako bezosobowe, w samym centrum swego „ja” kryje coś w rodzaju pulsu, sygnału świadczącego o istnieniu. W tym do czego służy dana rzecz, dowodzi poetka, winna zaistnienia szeregu nieporozumień jest wyłącznie tradycja. To niegdyś, zupełnie nieznana nam osoba, przyporządkowała pojęcie zakorzenione w mentalności do czegoś, czego obraz umysł starał się przyswoić, zatem fundamenty naszego istnienia są bardzo kruche, gdyż zostały skonstruowane w oparciu o złudne i na dodatek jednostronne „porozumienie”. Dopóki taki stan rzeczy będzie miał miejsce dopóty będą obserwowane swego rodzaju wyrwy w rzeczywistości, świadczące o niewłaściwym zrozumieniu intencji wszechświata, absurdalności zawierzenia w moc użyteczności oraz bezwolnego przyporządkowania znaczeń do przedmiotów naszych myśli.

W „Nakarmić kamień” dużo mówi się o tym, co niemożliwe, a co pod wpływem niezrozumiałych pragnień staje się całkiem realne. Wydaje się, że wszystko w wykreowanym tu świecie zależy od wiary i inwencji, jakby rzeczywistość była potencjalnie zdolna do podporządkowania się naszym wyobrażeniom o kształcie, jakim powinna się charakteryzować. Jednak zawsze, gdy poetka skupia się nad tymi kwestiami, porusza również problem stosunku przedmiotów do ludzi, który tylko na pozór wydaje się zupełnie przeciwny ostentacyjności, gdyż pod wpływem silnych uczuć, a szczególnie miłości i nienawiści, świat nieożywiony przemienia się w dziwaczny twór, zupełnie pozbawiony jakiejkolwiek logiki działania i przeznaczony tylko do tego, aby stanowił dowód na istnienie czegoś, co jest już zupełnie nieweryfikowalne za pomocą zmysłów. Za pośrednictwem tego pojawiają się w tomie Bronki Nowickiej zwierzęta – istoty pełne paradoksów, bezwolnie poddające się presji otaczającej ich przestrzeni i posiadające zupełnie inną wrażliwość na aurę, jaka roztaczana jest przez skrzętnie ukryte w świecie nośniki znaczeń. To zaś stwarza inną sferę refleksji w „Nakarmić kamień” i uzmysławia, jak wielu absurdom na co dzień podlegamy. Skąd możemy bowiem wiedzieć, że widziany przez nas świat jest naprawdę taki, jak przekazują nam nasze zmysły? Czy ktokolwiek z nas ma dowód na to, że nie tkwimy w samym epicentrum jakiegoś makabrycznego żartu, a sieci zależności w naszej rzeczywistości są w pełni słuszne i zgodne z naszymi ideałami? Niezwykle przenikliwie przedstawioną w tym tomie reakcją na te pytania bez odpowiedzi jest oczywiście niezrozumienie, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Stąd utalentowana poetka postanawia wykonać interesujący eksperyment – naruszyć fundamenty naszego percypowania, rozpowszechnić tautologiczność i przedefiniować istotę tego, co składa się na naszą codzienność.

Jak się okazuje taki postulat był jak najbardziej słuszny i przyniósł zaskakujące rezultaty: człowiek jest wyłącznie tym, co go w danej chwili pociąga lub zajmuje, zaś świat istnieje tylko dlatego, że my tkwimy w czymś na opak, jakby w jakiejś osobliwej pustce, gdyż efemeryczny porządek naszego otoczenia uwarunkowany jest tylko przez iluzję, w której wszystko zależy od naszych arbitralnych sądów, niegdyś popełnionych błędów i szaleńców stających się „dyrygentami” wszechrzeczy. Konsekwencją tego jest fakt, że w „Nakarmić kamień” „wszystko” jest „wszędzie”, gdyż celem tego tomu jest uświadomienie czytelników, iż świat nie tyle nie jest taki, jaki się na pozór wydaje, ponieważ niezbyt godne pochwały jest podawanie w wątpliwość czegoś, czego jest się współtwórcą, lecz po prostu stanowi strukturę o „wielu twarzach”, która może dowolnie przekształcać się w zależności od potrzeb i czynników dla nas nieuchwytnych, jak na przykład liczne koincydencje lub słowa, czyli czynniki przypadkowo organizujące nasze postrzeganie. Ciekawe jest, jak manifestują się wobec tego upadek i powolny rozpad, które wyciągają na światło dzienne najbardziej przerażające prawdy o nas samych. Wydawałoby się, że powinny one stanowić swego rodzaju wyzwolenie, wydobycie się świata z druzgoczących harmonię reguł, jednak rzeczywistość jest zupełnie inna. W rzeczywistości pokazują one czym w istocie jest śmierć i miniaturyzacja, co determinuje w „Nakarmić kamień” zaistnienie pewnej prawidłowości – chcąc mówić o tych tendencjach poetka musiała uwzględnić w swych obrazach, swoistych „wycinkach” z rzeczywistości zawładniętej przez zło, postulat o konieczności darzenia świata szacunkiem i czymś na wzór miłości do kogoś, kto właśnie umiera. W obecnych warunkach świadomym tego jest tylko dziecko, tylko ono instynktownie przeczuwa, że to, co go otacza, także czuje, postrzega i myśli, a być może nawet to wszystko składa się na jego życie. To przekonanie jest jednak względne i zmienia się jak w kalejdoskopie, gdyż w zupełności zależne jest od unifikującego czasu, który rozumiany jest przez dziecko jako „tło, po którym rzeczy przebiegają z jednej strony na drugą”, co stanowi tylko zastępczy obraz młodego człowieka obcującego z wszechobecną śmiercią, przekształcającą poniekąd jedno w drugie, a więc stwarzającą coś nowego, lecz żadna innowacja nie przynosi w „Nakarmić kamień” istnienia starającego się go zrozumieć i pragnącego z nim współodczuwać.

W tym tomie świat staje się przezroczysty. Wszystko, co nam znane, zostaje zastąpione przez wytwory wyobraźni dziecka, które widzi więcej, dostrzega w chaosie porządek i rozumie logikę rządzącą tym, co go otacza. Skutkiem tego świat widziany przez pryzmat istoty, dla której wszystko jest nowe, przepełniony jest strachem przed niespodziewanym zniknięciem i dehumanizacją, dlatego człowiekowi nie pozostaje nic innego, jak uciec w głąb siebie i stać się nieczułym na manipulacje. To ujawnia, jak istotne w „Nakarmić kamień” są wszelkiego rodzaju podstępy, jakimi posługuje się rzeczywistość, by odwrócić naszą uwagę od prawdy, polegającej na zazębianiu się wszystkich przedmiotów, jakby pragnieniem tej poetki – otwarcie mówiącej o braku porządku w świecie – było urzeczywistnienie go w literaturze w pełnej krasie. Nadrzędne jest tutaj zatem skupienie w soczewce tego, co nam jawi się nie tyle jako zupełnie niegodne uwagi, lecz przede wszystkim dziwne i wyobcowane. Stąd cały ten tom jest zdominowany właśnie przez wachlarz doświadczeń dziecka i symbolikę kamienia, który wskazuje na przyczynę współczesnego niedostrzegania cykliczności i wegetatywności tego, co postrzegamy jako fundament naszego istnienia. W „Nakarmić kamień” świat przedmiotów zatem, na poziomie koncepcyjnym, przypomina laleczkę voodoo – coś, co „działa” tylko dzięki wierze i pozwala, zachowując dystans i anonimowość, wywierać presję na równoległe byty. Mechanizm ten w twórczości Bronki Nowickiej może działać jednak tylko wtedy, gdy podmiot zapragnie poznać kosmologię, wytłumaczyć sobie rzeczywistość, dopatrzeć się w niej przełomów i w rezultacie wykształcić w sobie intensywne przekonanie o tym, że świat celowo tak „manewruje” przedmiotami, aby coś przed nim ukryć. Tym samym artystka udowadnia, że im coś bardziej wydaje się dziełem przypadku, tym bardziej prawdopodobne jest, że rzeczywiście zostało skonstruowane według określonego planu. Tak właśnie jest z tym tomem – na pozór wydaje się zbiorem swoistych „migawek”, losowych wejrzeń w świat imaginacji, w którym na próżno szukać porządku, punktów wspólnych i sensów przewijających się przez całość. Jednak z biegiem czasu, wraz z obcowaniem z zapętlaniem, rozwarstwianiem i krzyżowaniem się tego poetyckiego świata, widać, że w tym wszystkim tkwi nie tyle jakaś logika, co nadrzędna idea, w pełni otwarta na odczytania czytelnika. Chcąc wyobrazić sobie mistrzostwo tej debiutantki wystarczy tylko zebrać z całego tomu kluczowe i najwyraziściej zarysowane motywy: powiązanie umarłych z żywymi, ożywanie kamienia ukrywanego pod językiem, zanikanie ojca, doświadczenie braku w czasie wojny, walka o swoje, życie prababci w szafie, autonomiczność części ciała od umysłu, niemożliwy do przeniknięcia fenomen życia zwierząt, dziwactwo zakorzenione w psychice, zjednoczenie się ze Smutkiem jako czymś w pełni żywym, dopatrywanie się podobieństw w przeciwieństwach oraz wykazanie autentyzmu śmierci. Jak widać tkwi w tym jakaś tajemnica, zaś kluczem do jej rozwikłania jest niekonwencjonalność całości – te miniatury zawdzięczają przecież poezji przenikliwość, plastyczność obrazowania i wieloznaczność frazy, zaś prozie możliwość wielopłaszczyznowego ujęcia problemu. I to właśnie stanowi o talencie debiutantki – jej umiejętność połączenia tego, co niemożliwe do pogodzenia.

Autor: Przemysław Koniuszy

Bronka Nowicka „Nakarmić kamień”, Biuro Literackie, Wrocław 2015, s. 56

——————————–

Cytaty wykorzystane w tytule tego tekstu pochodzą ze stron 35 i 48.

„W całym ogrodzie nie było ani jednego ciała, z którego wyprowadził się ptak”, bo „Nie da się zawrócić czasu łyżką”, czyli jak uwierzyć w kłamstwo o świecie, który nie istnieje, jeżeli kamień pragnie pokarmu, a jedyną naturalną reakcją na normalność jest dziwactwo