„Jestem nienasycony” i „otwarty na wskroś”, bo „poeta w czasie pisania / to człowiek odwrócony / tyłem do świata / do nieporządku / rzeczywistości” czyli na czym polega „krystalizowanie nieczystej poezji”, której idée fixe jest pseudonimowanie

„Znikanie” to wybór wierszy Tadeusza Różewicza (1921-2014), który ukazał się równocześnie z jego ostatnim tomem, „Ostatnią wolnością”. Tytuł tego zbioru, składającego się z utworów wybranych przez Jacka Gutorowa, uświadomił mi, że u tego genialnego poety zawsze najbardziej urzekały mnie wiersze metapoetyckie, które u niego nigdy nie były wypowiedziami zogniskowanymi tylko na poezji, lecz każdorazowo otwierały się także na intymność autora. Stąd owo „znikanie” prezentuje mi się teraz jako nadrzędna idea jego twórczości – całe życie pisał, podlegał niezliczonym metamorfozom i usilnie szukał istoty powołania, jakie zostało mu przypisane przez byt, o którego istnienie ciągle dopytywał samego siebie. Jednak pewność, że powinien tworzyć i zawierać w wierszach cząstkę swego „Ja” sąsiaduje u niego z głębokim przekonaniem, że jakakolwiek działalność artystyczna, jakiej człowiek się podejmuje, zawsze jest niezakończona, jest wiecznym work in progress, bo właśnie celem tworzenia – nie tylko polegającym na pisaniu tu i teraz, lecz także na samym byciu artystą – jest uświadomienie sobie, iż nie sposób wyekstrahować z tak złożonej materii, jaką jest wszechświat, jakiejś wyjaśniającej wszystko prawdy. Dlatego „Znikanie” przede wszystkim prezentuje zmaganie się z cierpieniem, jakie pojawiło się u Tadeusza Różewicza, gdy zaczynał uzmysławiać sobie nieuchronność tej niemożności i stał się zupełnie wyobcowany w w swym „umiłowaniu” niespełnienia. Dla niego kluczowa w tym wszystkim jest wyobraźnia – to właśnie w niej znalazł schronienie, bo tylko ona zaoferowała mu równoczesne odseparowanie się od nieistotnych myśli, skoncentrowanie się na świecie i swego rodzaju „pozostawanie na swoim”, to znaczy niechęć do domyślania się tego, co istnieje tam, gdzie jego wzrok nie jest w stanie dostrzec jakichkolwiek wyraźnych konturów. W tym kryje się źródło jego światopoglądu, którego część „Znikanie” stara się zaprezentować, tym razem za pośrednictwem zastanowienia się nad tym, jak Tadeuszowi Różewiczowi udało się pogodzić niewzruszone trwanie z życiem w świecie opanowanym przez taką mnogość zjawisk.

Ciągłość jest tutaj kluczowa, gdyż bezpośrednio łączy się z postulatem Tadeusza Różewicza o zachowanie fundamentalnych idei dla naszej cywilizacji. Z tego powstaje zaś przekonanie, że wspomniana uprzednio niezmienność w żaden sposób nie koliduje z czasem, obecnym tutaj zawsze na prawach pojęcia, które wprowadza do tej poezji zjawisko odseparowania konkretnego przeżycia od wyobrażenia o tym, jakie jest jego symboliczne znaczenie. W świecie, któremu wciąż zarzuca się ostateczny upadek, jest to o tyle istotne, że pomimo jego niezrozumiałego trwania, pomimo ciągłe postępującej destrukcji, wciąż jawią się przed ludźmi coraz to bardziej zaskakujące „możliwości”. Reakcją poety na dominację tych tendencji jest metaforyczny bezruch i obserwacja kultywowanej przez wszystkich mnogości, która wzbudza w nim coraz większy „niepokój” i jeszcze bardziej pogłębia melancholię spowodowaną przez „złe odczytania” historii i niezrozumienie tego, jak mogło dojść do zatracenia nadrzędnego sensu naszego istnienia. Chcąc wyeksponować swój sprzeciw wobec tego wszystkiego Tadeusz Różewicz celowo w swojej poezji zawarł wiele zawoalowanych punktów stycznych, mających na celu uzmysłowić nam istnienie niezwykle dobrze zaplanowanej sieci połączeń, która składa się z mechanizmów pozwalających poecie odwoływać się w dowolnym momencie do każdego z obrazów konstytutywnych dla jego świata. To ujawnia bardzo frapującą cechę tej poezji – autor „Kartoteki” dobrze wie, że cbcąc powiedzieć o złożoności natury jakiegoś zjawiska należy nie tyle w pełni się do niego zbliżyć, lecz nade wszystko trzeba posłużyć się estetyką braku. „Znikanie” uwidacznia zatem, że tylko odrzucająca pozory wybrakowana przestrzeń jest potencjalnie zdolna do wyłonienia na światło dzienne rządzących nią prawidłowości.

Wydaje się, że celowo Jacek Gutorow wybrał akurat te wiersze, aby wykazać intensywność, z jaką Tadeusz Różewicz zwykł wypowiadać się na temat arytmiczności poezji, której potęga w znacznej mierze zależna jest od niestałości zakorzenionych w niej sensów, oszałamiającej ilości współzależności oraz przede wszystkim nieśmiałości, dlatego dla tego poety poezja nie jest wszystkim, jak i wszystko nie jest poezją, gdyż nic nie jest w stanie ująć tego niekontrolowanego ogromu, jakim zdaje się wszechświat. Nawet sam poeta zdał sobie sprawę z tego, że taki artysta jak on jest zmuszony do pozostawania w rozdarciu pomiędzy dwiema postawami: twórcy milczącego w zupełności, wierzącego w wyzwalającą moc ataraksji i wnikliwie obserwującego oraz poety mierzącego się z ograniczeniami swojego medium, piszącego mimo wszystko, „nienazwane nazywającego milczeniem” i powoli, lecz skutecznie „znikającego”. To właśnie z pogodzenia się z tym wynika wszystko to, co polska poezja mu zawdzięcza, a jest tego przecież tak wiele, by wspomnieć tylko o świadomości, że słowa nie są wartością samą w sobie, ponieważ na uwagę zasługuje dopiero to, co za nimi stoi i co one wyzwalają w duszach tych, którzy z nimi obcują. Ten wybór pokazuje, że w kwestiach metapoetyckich nic nie jest takie, jakie by się na pozór wydawało, gdyż w perspektywie Tadeusza Różewicza poezja jest tworem, którego koniec jest już przesądzony i to nie tylko dlatego, iż „poezja współczesna / to walka o oddech”, lecz przede wszystkim przez wzgląd na to, o czym ona traktuje.

Zawsze, gdy czytam wiersze Tadeusza Różewicza, zdaję sobie sprawę z tego, że fenomenalne piękno jego poezji ma swe źródło w nigdzie indziej niespotykanym zjawisku mówienia o kwestiach bolesnych i fundamentalnych dla współczesnej cywilizacji, jednak tylko w taki sposób, aby czytelnik nie poczuł się osamotniony w obcowaniu z osaczającymi go przejawami zła i niejako przy okazji udało mu się w choć nikłym stopniu zrozumieć ich naturę. Dlatego w „Znikaniu” obserwujemy niesamowicie płynne przechodzenie od analizy specyfiki pokolenia, które zostało dotknięte doświadczeniem wojny, do okazywania światu przerażenia wywołanego przez fakt, że pozwolił na utratę ludziom wiary w człowieczeństwo – zdaniem Tadeusza Różewicza w obecnej rzeczywistości „posttraumatycznej” nikt nie jest już w stanie w pełni zaufać jakiemukolwiek „odruchowi czułości” bliźniego, gdyż wszędzie czai się nienawiść. Ten wybór pokazuje istotny rys jego twórczości w tej materii. Dla poety bowiem nie ma żadnej różnicy w tym, w jakiej perspektywie postrzega się konkretną eskalację zła. Dla niego liczy się sam fakt jego zaistnienia, a nie jego skala, która konstruowana jest w oparciu o zakorzenione w ludzkiej mentalności iluzje. Najwyraziściej widoczne jest to wtedy, gdy dostrzeżemy sposób, w jaki Jacek Gutorow skonfrontował tutaj wiersze młodzieńcze poety z tymi bardziej dojrzałymi. Choć jest to znaczne uproszczenie to na początku Tadeusz Różewicz zdaje się w nieśmiały sposób pretendować do miana głosu jakiejś generacji, czyli stać się twórcą, który formułuje od dawna znane, lecz nigdzie niewygłoszone dotychczas myśli i otwarcie mówi o pragnieniach ogółu. Z kolei później coraz bardziej zamyka się na inne indywidualności i przeróżne „dziwności”, jakby nauczony doświadczeniem teraz był jest w pełni świadom, że niemożliwością jest znalezienie jakiegokolwiek odpowiednika „wspólnego języka”. Przez wzgląd na to wydaje się, że Tadeusz Różewicz nie tylko przez całe swe życie pragnął przede wszystkim być sobą i mówić o sobie, lecz także – czując się jakąś cząstką wielkiego „świata literatury” – chciał odszukać lub wypracować jakąś namiastkę równowagi w byciu poetą, którego samym sednem jest kojarzenie ze sobą przeciwieństw i tworzenie spójnych obrazów pomimo pozostawania w immanentnym rozdarciu. Pośrednią konsekwencją tego wszystkiego jest rzutowanie osobowości twórcy na świat, którego model kreuje w swoich wierszach, dlatego wiele z części „rzeczywistości” Różewicza zdaje się rządzona przez zupełnie odmienne prawa od tych, jakie znamy z życia codziennego, co uwidacznia ponurą prawdę o naszej egzystencji – już dawno bezpowrotnie zatraciliśmy coś, co autor zastępczo określa mianem „środka”, a co niegdyś stanowiło zarzewie jakiejkolwiek harmonii w świecie. To zaś sprawia, że nie sposób odnaleźć adekwatnych słów, którymi można by opisać genialność tego, czego ułamek zaprezentowano w „Znikaniu”. Co najbardziej zaskakujące sama ta książka zdaje się nam to uświadamiać, gdyż w centrum tego tomu znajduje się niezwykle wzruszający wiersz „Rozebrany”, w którym Tadeusz Różewicz mówi kolejny raz o swojej wizji tworzenia i związanymi z tym konsekwencjami. Ten wręcz naszpikowany metaforami utwór ujawnia, że poeta nie tyle został „rozbity i rozczłonkowany” aż do tego stopnia, iż teraz zmuszony jest całą swą świadomość zaangażować do zlokalizowania każdej z części swojego „Ja”, by nie zatracić swej wyjątkowości i poprzestać na czasowości pamięci, lecz nade wszystko spowodowało to, że jego trwanie skondensowało się w nieustannym przeświadczeniu o własnej niejednorodności i niestałości.

Poza tym w „Znikaniu” bardzo ważne jest wszystko to, co ma jakikolwiek związek z procesami kondensacji, zarówno znaczeniowej, w czym Tadeusz Różewicz jest mistrzem, jak i metamorfozy danego elementu świata przedstawionego w swój odpowiednik najbliższy krańcowi skali pojmowania, swego rodzaju ekstremum. Takiemu podejściu autor „Niepokoju” zawdzięcza wysublimowaną integrację zmysłów, której kulminacją nie jest tylko synestezja, lecz takie manipulowanie rzeczywistością, aby składające się na nią elementy zyskały samoświadomość, pozbawiły inne sfery świata opisujących je pojęć i wpisały się w tendencje mające za nadrzędny cel zamienić miejscami estetykę z antyestetyzmem. Ciekawe jest, że poeta mówiąc o tego rodzaju uwarunkowaniach zawsze chce poruszyć także kwestię wieczności, która jest u niego ściśle powiązana ze wspomnianą już wcześniej nieruchomością tego wszystkiego, co jest właśnie przez niego obserwowane. Kiedy zaczniemy poszukiwać w tych wybranych wierszach kolejnych przejawów tego, to od razu wszędzie dostrzeżemy interesującą koherencję – u Tadeusza Różewicza za każdym razem relatywność rzeczywistości polaryzuje się względem pojęć starających się od niej odseparować, jak „wszystko”, „nigdy” i „tyle”. Dlatego w „Znikaniu” tak dużo mówi się o rozczłonkowaniu świata na sfery, które nie chcą mieć ze sobą nic wspólnego, czego bezpośrednimi konsekwencjami są nieustanne „przypominanie” sobie tego, kim się tak naprawdę jest oraz zamanifestowanie rozbratu pomiędzy tym, co w wierszu pojawiło się dzięki wyobraźni a tym, co zostało stworzone w wyniku głębokiego namysłu nad złem. Niekiedy zaczyna to wszystko sugerować, że poeta percypuje świat przez pryzmat dialektyki, jakby dla niego świat był strukturą, w której wszystko jest ze sobą powiązane, zaś poszczególne przeciwieństwa ściśle ze sobą konkurują, czego kulminacją w „Znikaniu” jest osobliwa refleksja nad tym, w jakim stopniu milczenie jest dla niego aktem twórczym i co ma w sobie kryć wiersz, aby nie tyle „rozbił” i „przekształcił” rzeczywistość, lecz przede wszystkim sam uległ metamorfozie. Dzięki takiemu podejściu Tadeusz Różewicz stara się nam uzmysłowić, w jakim stopniu nasza cywilizacja zatraciła swe ideały i bezpowrotnie uległa kuszącym wizjom stwarzanym przez industrializację, która jest tutaj słusznie przedstawiana jako rażący sprzeciw wobec naturalności, czyli tego, co przez wieki pozwoliło nam przetrwać i zachować tożsamość.

To wszystko pokazuje, że celem publikacji „Znikania” było wykazanie, że jeden z największych polskich poetów ubiegłego wieku swe życie całkowicie zawierzył literaturze, aby wyrazić swe zdumienie naszym przyzwoleniem na upadek świata i niemożliwy do opanowania żal nad własną bezradnością, gdyż nie był w stanie zatrzymać mechanizmu, który niegdyś został wprawiony w ruch. Rzecz jasna każdy, obcując z jego poezją, wytworzy w swoich myślach własny obraz tej twórczości, jednak wydaje się, że nie sposób uniknąć pojawienia się w nim obrazu człowieka, który pozbawiając się wszelkiej intymności zawarł w swym dziele siebie, czyli bezcenny dar dla nas wszystkich. Tym samym reakcją na ten tom, na te wspaniałe przebłyski jego geniuszu, może być tylko wzruszenie i poczucie szczęścia, że miało się okazję to przeczytać i żyć w czasach, w których powstało coś tak wartościowego. Owe coś, tajemnicze „to i owo” zaprezentowane w „Znikaniu”, opiera swe istnienie na współpracy kilku czynników: dekonstrukcji sensów, pure nonsensie, poetyce milczenia, dostrzeżeniu niedoścignionego ideału w haiku oraz przekonaniu, że poezja jest tożsama z milczeniem i śmiercią, zaś wszystko inne jest „znikaniem”, popadaniem w bezwład, chaos i samoudręczenie.

Autor: Przemysław K.

Tadeusz Różewicz „Znikanie”, wybór i posłowie: Jacek Gutorow, Biuro Literackie, Wrocław 2015, s. 84

——————————–

Cytaty wykorzystane w tytule tego tekstu pochodzą ze stron 55, 70 i 44.

„Jestem nienasycony” i „otwarty na wskroś”, bo „poeta w czasie pisania / to człowiek odwrócony / tyłem do świata / do nieporządku / rzeczywistości” czyli na czym polega „krystalizowanie nieczystej poezji”, której idée fixe jest pseudonimowanie