„Gdy pośród bezdroża zadumany topielec przemyka, te sensy zachodzą na siebie, ale nie na nas”, bo „Hegel nigdy nie powiedział tego wprost”, czyli przedmiotem literatury od dawna jest tragedia w świecie „głębi metafizycznej”

„Powązki” to najnowszy tom Tadeusza Pióry (rocznik 1960), który znany jest ze swej fascynacji dziełami Ashbery’ego, Joyce’a i twórców zrzeszonych wokół Raymonda Queneau. Przez wielu sprowadzany jest do poziomu pisarza tworzącego „literaturę z literatury”, choć niniejsza książka skłania do zupełnego przeformułowania wyobrażeń na temat jego niezwykłej i pełnej zagadek twórczości. W jakich sferach zatem „Powązki” przynoszą zmiany?

Czytając tę poezję od razu dostrzega się jak bardzo istotne są w niej wszelkiego rodzaju fobie, które – jak się zdają postulować podmioty tych wierszy – w XXI wieku skutecznie zamaskowały funkcjonowanie człowieczeństwa jako czegoś, co łączy w sobie cierpliwość wobec czasu i wrażliwość względem cierpienia innych. Taka sytuacja sprzyja artystom, którzy w swych działaniach przypominają dyktatorów, chcących nie tyle narzucić otoczeniu swoją wizję, lecz także zmusić innych do jej kultywowania i zaprzestania wymykania się przez nich konwencjonalności. W tym wszystkim ciekawe jest, że owi władcy o hipotetycznej despotyczności zupełnie nie interesują się językiem samym w sobie, gdyż w ich wyobrażeniach potęga tkwi tylko w klasycznej idei piękna, wobec której słowo może być tylko marnym substytutem nośnika estetycznych znaczeń.

W relacji do tego sytuuje się względność czasu i symboliki. To właśnie te dwa aspekty sztuki współczesnej Tadeusz Pióro przedstawia jako mierniki jej odejścia od rzeczywistości, gdyż mają one aż tak wiele punktów odniesienia, że poszczególny odbiorca gubi się w ich matni i po prostu staje się obojętny względem toczonych w tej materii sporów. Dlatego w „Powązkach” nie ma ¬¬dekadentyzmu i rozpaczy, gdyż wszystko to, co złe, już miało tutaj miejsce, choć najczęściej zaistnienie tego było możliwe przez niesamowitą siłę oddziaływania podmiotów wierszy na wykreowany w nich świat, za dowód czego może posłużyć obraz z jednego z początkowych utworów: grzyb atomowy nad Pałacem Kultury i snujące się ponad nimi „dwa krokodyle i smok”. W gruncie rzeczy wykorzystywanie takich technik w poezji może sugerować, że w aluzyjny sposób ma ona na celu doprowadzenie samej siebie do przemiany w wyraźny głos sprzeciwu wobec supremacji sztuczności w obecnym świecie. W „Powązkach” na każdym kroku czytamy o tym, iż znany nam świat wydaje się uporządkowany tylko przez wzgląd na rządzące nim racjonalne zasady, co jest jawną manipulacją i kpiną z geniuszu ludzkiego umysłu. W rzeczywistości bowiem prawda jest zupełnie inna – wszystko upada, a nic nowego nie pojawia się na miejsce od dawna anachronicznych mechanizmów, które wciąż są przez społeczeństwo uparcie wskrzeszane. Jedyną drogą ucieczki przed zatriumfowaniem w świecie wytworów iluzji, które proponowane są przez ten tom, to jej zaakceptowanie w sposób dość komiczny, czyli udawanie, że o niczym się nie wie, co powinno być połączone z niestrudzonym tkwieniem w swoim przekonaniu o życiu w urzeczywistnionej idylli. Gdzie zaś w tym wszystkim miejsce dla poezji? W „Powązkach” jest ona przedstawiona jako coś, co za sprawą swej natury jest najbardziej predysponowane do zaangażowania usposobienia czytelnika do myślenia o świecie jako o ułomnej strukturze, w której każdy przykład odbiegnięcia od normy musi zostać ujęty w ramy jakiegoś dyskursu, aby wydobyć na światło dzienne konieczność istnienia rzeczywistości właśnie w takim kształcie jak obecny. Oprócz tego Tadeusz Pióro wyraźnie daje nam tutaj do zrozumienia, że sednem sztuki jest mówienie przez nią o nienormalności, dziwności i zastąpieniu moralności przez obłudę produkowaną przez pseudoidealistów.

Najbardziej intrygujące w tym tomie są te wiersze, w których poeta nie stosuje interpunkcji i dzięki temu obrazy mkną w wyobraźni czytelnika zupełnie niepowstrzymywane, zespalając się ze sobą i za każdym razem tworząc zupełnie odmienne konstelacje. Nie chodzi w tym jednak, aby wzbudzić w nas wrażenie dezorientacji lub sztucznie przeistoczyć te utwory w „dzieła otwarte”, gdyż Tadeusz Pióro stosując tego rodzaju technikę przede wszystkim chce nam uzmysłowić, że w jego poezji najwięcej zależy od doświadczeń tego, kto z nią obcuje, zaś jego głos nie uzurpuje sobie prawa do wyrażania poglądów jakiejś konkretnej zbiorowości. „Powązki” to tom, który jeszcze raz chce dobitnie podkreślić uniwersalizm poetyki tego autora, jego ukierunkowanie na detal, które zawsze, bez żadnych ograniczeń, za sprawą odbiorcy może przekształcić się w nastawienie na wszystko to, co będzie stanowiło odpowiedzi na fundamentalne dla niego pytania. Tym samym, choć Tadeusz Pióro jest częścią polskiej poezji, to jednak trzeba mieć na uwadze, iż najczęściej u niego kwestie uniwersalne są o wiele istotniejsze od uwarunkowań narzucanych przez chwilę obecną. Kolejnym atutem „Powązek” jest nieco zawoalowane zamiłowanie poety do ironii, która służy mu do niespotykanego nigdzie indziej wzbudzania wątpliwości w czytelniku względem natury czegoś, co w ogóle w tej poezji się nie pojawia, nawet w metaforycznych obrazach lub wieloznacznych zestawieniach pojęć.

Autor: Przemysław K.

Tadeusz Pióro „Powązki”, Biuro Literackie, Wrocław 2015, s. 48

——————————–

Cytaty wykorzystane w tytule tego tekstu pochodzą ze stron 28 i 14.

„Gdy pośród bezdroża zadumany topielec przemyka, te sensy zachodzą na siebie, ale nie na nas”, bo „Hegel nigdy nie powiedział tego wprost”, czyli przedmiotem literatury od dawna jest tragedia w świecie „głębi metafizycznej”