„Poezja się wycofała”, bo „Wszechświat jest do naszej // dyspozycji. / Gaśniemy o wiele szybciej niż słońce”, bo maksimum znaczeń i minimum treści zawsze oznacza łatwość odrzucenia

Różne są rodzaje poezji. Jedna zachwyca od razu, choć nie do końca wiadomo czym. Inna zmusza do zastanowienia i staje się bliższa dopiero po uświadomieniu sobie racjonalności zawartych w niej idei. Jednak jest również i taka, która nie przemawia wcale, co nie oznacza rzecz jasna, że jest poezją złą tylko dlatego, że dany czytelnik nie zdołał się z nią utożsamić. I w tym wszystkim, na pograniczu tego i wielu innych podziałów, pojawia się twórczość Grzegorza Wróblewskiego – poety, który w moim przekonaniu wraz z publikowaniem kolejnych książek coraz bardziej zbliża się do objęcia stanowiska artysty osobnego, kreującego swój głos poza wszelkimi dyskursami i przede wszystkim dalekiego od pisania po to, by zaspokoić głód aplauzu. Wydaje się, że dla niego najistotniejsze jest spełnianie się w poezji, mówienie w niej o rzeczach istotnych we wspólnym nam świecie oraz stwarzanie rzeczywistości na tyle alternatywnej, aby w ramach doprowadzania w niej zjawisk charakterystycznych dla nowoczesności do „ekstremum” dostrzec inicjujący procesy destrukcyjne pierwiastek zła i starać się go wyrugować. Wobec tego w „Kosmonautach” najwyraziściej mówi się o zjawisku zaprzestania w XXI wieku rozgraniczania świata na dwie sfery: zwierzęcą i ludzką. Zdaniem Grzegorza Wróblewskiego największą porażką człowieczeństwa jest już dawno bezpowrotnie zatracony szacunek do natury, która upada teraz w cieniu naszego pseudo-dobrobytu i jak wszystko na to wskazuje nigdy nie będzie jej dane na trwałe się odrodzić. Podmioty tych wierszy – mówiąc o słabości, zaskoczeniu i poczuciu osamotnienia – są zrozpaczone faktem, że nasza cywilizacja przez tyle wieków nie zdołała wypracować jakichkolwiek zamienników dla wariantu egzystencji, który dziś urzeczywistnił się jako najskuteczniejszy i jedyny możliwy. Dlatego w swej istocie główną ideą tomu „Kosmonauci” jest to, że tak naprawdę powołany niegdyś do istnienia mechanizm naszego rozwoju nigdy „nie ruszył się z miejsca”, gdyż już u samych podstaw jego funkcjonowania tkwiła osobliwa zapowiedź śmierci wszystkiego, co za sprawą tego narzędzia zaistnieje, nawet bez względu na estetyzm. Stąd życie jest tutaj kreowane na coś, czym bez zastrzeżeń można się cieszyć wyłącznie wtedy, gdy jest się młodym i dopiero uzmysławia się sobie te prawidłowości. Potem, jak już stanie się nieodwracalne i podświadomość ujmie w swe ramy wszelkie nieodwracalne relacje czasoprzestrzenne, przychodzi pora na rozpacz, cierpienie i chorobliwe poszukiwanie miłości, która być może nigdy nie będzie na tyle silna, by przesłonić swą wielopłaszczyznowością eskalację dekadentyzmu i melancholii. Dlatego tom „Kosmonauci” ma na celu zainicjowanie procesu „samookreślania”, bowiem stykając się z upadkiem czegoś i kultywując utratę trzeba a priori wiedzieć, co tak naprawdę odchodzi w nicość nie pozostawiając po sobie żadnych alternatyw dla potomności. Oprócz tego Grzegorz Wróblewski pozostaje otwarty na chwilę obecną, choć w takich chwilach jest to tylko wycinek teraźniejszości, co ujawnia niezwykle interesującą cechę jego poetyki, która we wszystkich swych wymiarach jest determinowana przez zasadę pars pro toto (łac. część za całość). Wszystko to prowadzi do tego, że uświadamiamy sobie, że jest to taki artysta, który nie potrzebuje kreować swej twórczości na ogólny ogląd problemów otaczającego go świata, gdyż wystarczy mu drobiazg, by wypowiedzieć się o całości. I nie jest to klasyczny przykład synekdochy – u Grzegorza Wróblewskiego, wobec jego minimalizmu i lapidarności, jakikolwiek zabieg od razu przeradza się w szeroko zakrojony manifest artystyczny, dlatego tak często spiera się tutaj ze sobą wyjątkowość ze zwyczajnością, uczucia z głosem rozumu, zaś nad tym wszystkim góruje problem nieprzystosowania narzędzi poznawczych człowieka do zmierzenia się z coraz to bardziej natrętnymi niewiadomymi, wokół których na próżno szukać jakichkolwiek elementów prowadzących do rozwiązania zagadki istnienia. Względem tego zawsze w tych wierszach sytuowany jest czas, jako jedyny punkt odniesienia, który w swej efemeryczności łączy możliwość przedstawienia go jako sprawcy wszelkich nieszczęść i elementu funkcjonującego także tam, gdzie aktualnie przygotowywane jest idealne środowisko dla destrukcji, jak nowe na pozór lepsze wszechświaty. Stąd „Kosmonauci” to tom o przekraczaniu własnych ograniczeń w artykułowaniu poglądów na temat istnienia znanej nam rzeczywistości jako „piekła na ziemi”, w którym na porządku dziennym jest bezradny śmiech przez łzy, czarny humor, odkrycie nadziei w śmierci, niekontrolowane krzyżowanie się ze sobą wszelkich możliwych dyskursów i uświadamianie sobie oczywistości, które na każdym kroku rozmijają się z intelektualnymi podstawami życia. Tym samym od uzmysłowienia sobie absurdalności klasyfikowania poezji względem jej odpowiadania zakorzenionym niegdyś w umyśle paradygmatom przeszliśmy do kwestii poezji jako tego medium, w którym każdy człowiek może bezpośrednio zetknąć się z wyobrażeniami innego, co już samo w sobie jest niezwykle frapującą możliwością obcowania z myślami kogoś, kto wie, że zrozumienie par excellence nie jest możliwe przez wzgląd na nieprzystawalność pojęć wypracowanych przez cywilizację do świata. Wszystko to prowadzi do wniosku, że Grzegorz Wróblewski jest poetą nieco kontrowersyjnym i dlatego bardzo interesującym, bo z jego twórczością trzeba umieć się zaprzyjaźnić, a ewentualne odrzucenie jest kusząco łatwe.

Autor: Przemysław K.

Grzegorz Wróblewski „Kosmonauci”, Biuro Literackie, Wrocław 2015, s. 48

——————————–

Cytaty wykorzystane w tytule tego tekstu pochodzą ze stron 27 i 30.

„Poezja się wycofała”, bo „Wszechświat jest do naszej // dyspozycji. / Gaśniemy o wiele szybciej niż słońce”, bo maksimum znaczeń i minimum treści zawsze oznacza łatwość odrzucenia