„W stanie dziwnego wyzwolenia musimy przestać martwić się troskami innych ludzi i wycofać się na pozycję biernego obserwatora autodestrukcyjnego krążenia systemu”, czyli jesteśmy za młodzi na rewolucję dopóki nie porzucimy wizji „deterministycznego planowania”

Slavoj Žižek (rocznik 1949) w „Roku niebezpiecznych marzeń” stara się dociec jakie były przyczyny eskalacji konfliktów w 2011 roku, kiedy to zbiegły się w czasie takie wydarzenia jak Arabska Wiosna, protesty Occupy Wall Street oraz wybuchy emancypacyjne w największych stolicach europejskich. Ten uznany słoweński intelektualista, słusznie przez dziennikarzy „Observera” nazwany „ulubionym myślicielem młodej europejskiej awangardy”, potraktował je jako pretekst do opisania tendencji rządzących naszym światem i zarysowania portretu zjawiska manipulowania nami za pomocą ideologii. Jego zdaniem są to wyłącznie znaki z („hipotetycznie komunistycznej”) przyszłości, które mają za zadanie wyłącznie nam coś zasygnalizować. Jeżeli jest to prawda to takie książki jak ta, pomimo potencjalnych i w tym przypadku oczywistych różnic pomiędzy poglądami czytelnika i autora, zasługują na uwagę i dyskusję.

Główną tezą „Roku niebezpiecznych marzeń” jest to, że wypracowane przez przeszłość idee zupełnie nie mają zastosowania w obecnym świecie. Rzeczywistość ulega zbyt dynamicznym przeobrażeniom, aby cokolwiek a prori przewidzieć. Już w chwili wydania na światło dzienne jakiejś teorii jest ona nieaktualna, gdyż niemożliwością jest stworzenie czegoś hipotetycznego, co miałoby zdolność dostosowywania się i reinterpretacji. Jest to tym bardziej przytłaczające jeżeli uświadomimy sobie, iż życie w zbiorowości wymaga istnienia reguł, a otaczająca nas przestrzeń jest niezwykle delikatna i niestety w swych mechanizmach przypomina grę w domino. Slavoj Žižek w tej materii jest wyłącznie teoretykiem, jego jedynym celem jest skonstruowanie spójnej nadbudowy teoretycznej wydarzeń roku 2011. Pomimo to, jako wnikliwy obserwator i realista, wciąż daje do zrozumienia czytelnikowi, że każdy środek zaradczy, jaki obecna cywilizacja jest w stanie wypracować chcąc zapobiec obecnym konfliktom, tylko na pozór będzie się wydawał najodpowiedniejszy, gdyż po dłuższym namyśle w każdej koncepcji można odnaleźć nieścisłości i błędy popełnione już na samym początku jej opracowywania. Wniosek może być tylko jeden: z tego impasu nie ma wyjścia. Jedyne co człowiek może zrobić, to przyglądać się upływającemu czasowi. W tym świetle kapitalizm, nazywany we wstępie Igora Stokfiszewskiego „strukturalną matrycą konfliktów społecznych”[1], pod żadnym pozorem nie może zostać uznany jako coś na kształt ideologii, która w nieokreślonej przyszłości pomoże nam uzyskać twór zwany „społeczeństwem uniwersalnym”, gdyż naszym celem nie powinien być kult pieniądza, zdehumanizowane struktury i konflikty, lecz pokojowe interakcje, będące w dyskursie publicznym nazywane po prostu dialogiem, zdolnym przezwyciężyć wszystko. Žižek zdaje się tutaj mówić, że o wiele sprawniej uda nam się zrekonstruować nasz świat w utopię, niż urzeczywistnić to marzenie i dlatego, mówiąc o jego poglądach, należy nade wszystko zwrócić uwagę na zaobserwowaną przez niego dwupłaszczyznowość – wszystkie otaczające nas procesy możemy przecież bezapelacyjne zakwalifikować do jednej z dwóch kategorii: marzeń emancypacyjnych lub destrukcyjnych.  Ten proces dedukcyjny jest na tyle prosty i konstruktywny zarazem, iż chyba nigdy nie stanie się przedmiotem ogólnej dyskusji. Opiera się on głównie na uznaniu rozrastania się kapitalizmu, co dzieje się za pośrednictwem otaczającej nas przestrzeni, naturalnie osadzonej na fundamencie dysjunkcji. Działania tak zwanych państw narodowych z góry skazane są na porażkę, bo taki stan rzeczy nigdy nie przyniesie nam stałego stanu równowagi. Tym bardziej, że coraz częściej długoterminowa praca, czyli zdaniem tego badacza po prostu „wyzysk”, jest przywilejem tylko nielicznych, a „hegemoniczna” praca materialna, której głównym produktem są szeroko rozumiane „relacje”, coraz częściej wypiera „produkcję”. W dzisiejszym świecie najistotniejsze są symbole i statystyki, a nie los jednostki, czołgi i rakiety. Nie ma już przypadku, „własność” stała się fikcją, gdyż wszyscy jesteśmy opanowani przez sztuczne podtrzymywanie społecznej hierarchii.

Žižek reinterpretuje tezy Marksa, konstruując z opublikowanych kilkadziesiąt lat temu klasyfikacji, uogólnień i sformułowań, ich współczesne odpowiedniki, bardziej przystające do obecnej nomenklatury i metodologii, co jest tym bardziej zrozumiałe, jeżeli uświadomimy sobie istotność reprodukcyjnego czasu. W tych zabiegach idzie jeszcze dalej i źródeł eskalacji konfliktów szuka nawet w polityce Napoleona III i zamiłowaniu Francuzów do rewolucji. Przyczyną produktywności tego rodzaju transpozycji jest „determinująca rola ekonomii”, dzięki której na pierwszy plan wyłania się drugi, obok Marksa, bohater tej książki – Lacan. To właśnie on ekonomię, czyli „nadrzędną” zasadę organizacji życia i dekonstruktora więzi społecznych, rozpatrywał w „dwóch rejestrach”: jako będącą równocześnie „twardym rdzeniem” i „zasadą strukturyzującą” enigmatyczne zniekształcenia. Za sprawą takich analogii Žižek egzemplifikuje współczesne oddzielenie przyczyny od skutku i społeczeństwa od władzy. Logiczne zatem jest, że organizująca obecnie nasze życie ekonomia, na kartach tej książki, z nielicznymi zastrzeżeniami, utożsamiana jest z mityczną „walką klas” (czyli polityką).

Autor podejmuje tu bardzo wiele tematów. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jego erudycja i zaskakująca zdolność do łączenia ze sobą odmiennych wydarzeń na podstawie detali, są zbyt duże, ponieważ zasłaniają główne przesłanie jego pracy. „Rok niebezpiecznych marzeń” to kolaż składający się z samych dygresji. Na przestrzeni kilku stron następuje takie rozstrzelenie zagadnień, że co chwila czytelnik lawiruje pomiędzy „Orfeuszem” Monteverdiego, serialem „The Wire”, Mozartem, „programem artystycznym” Davida Guetty oraz różnicami pomiędzy „rzeczywistością” i „Realnym” u Lacana. Wszystko to, aby odpowiedzieć sobie na pytanie: Dlaczego tak duże zrywy społeczne, w swej bezpośredniej i otwartej formie, dziś w większości przypadków już dawno zostały stłumione? Slavoj Žižek w swej przenikliwości dociera nawet do tezy, że „jedynym sposobem, żeby system przestał działać, jest zaprzestanie oporu wobec niego”[2]. W taki oto sposób stara się unikać narzucającemu się, z oczywistych względów, pesymizmowi.

Analizując manifest Andersa Breivika, stara się sprzeciwić tendencji mediów do traktowania jego czynu jako bezprzedmiotowego szaleństwa. Jego zdaniem to, co zrobił ten człowiek powinno być dla nas ostrzeżeniem czym, tak naprawdę, jak ogłaszany wszędzie „kryzys Europy”, która opiera się na sprzecznościach. W tym wypadku morderca, będący agnostykiem „opowiadał się za chrześcijaństwem”. Poza tym jest antyfeministą popierającym aborcję, nazistą nienawidzącym Hitlera i proizraelskim antysemitą. Dzięki takim przykładom jak syjonizm i antydemokratyczne ustawy na Węgrzech, Žižek głosi zmierzch jakichkolwiek ideologii (w obecnej formie), z których żadna nie jest wierna swoim pierwotnym założeniom.

Ironicznie i z przekąsem wypowiada się o współczesnych „demokracjach”, które deklarują współtworzenie „społeczeństw wyboru”, co jest jego zdaniem iluzją i wierutnym kłamstwem, bo człowiek w tym systemie jest zmuszony do podporządkowywania się – nikt nie oferuje mu przecież żadnej alternatywy. Główne przesłanie tej książki, pomimo oczywistej nadbudowy w postaci licznych argumentacji i zastrzeżeń, jest tutaj jasno i klarownie wyartykułowane w formie zapytania: „Czemu służy nasza wychwalana ciągle wolność wyboru, skoro jedynym możliwym wyborem jest w praktyce wybór między podporządkowaniem się regułom i przemocą (samo)zniszczenia?”[3] Dlatego „stanowiska opozycyjne”, prezentowane są wyłącznie za pośrednictwem „bezsensownego wybuchu”, czyli po prostu takich rewolucji i manifestacji, które niczego się nie domagają. Młodzi ludzie walczą dla samej walki, nie potrzebują teoretyków i ich koncepcji. Poparcie dla tego typu sformułowań odnajduje u Hegla, jednego ze swoich mistrzów, twierdzącego, że „im bardziej społeczeństwo dostosowuje się do dobrze zorganizowanego racjonalnego państwa, tym bardziej powraca abstrakcyjna negatywność «irracjonalnej» przemocy”[4]. Najwięcej miejsca poświęca tu Stanom Zjednoczonym, w przypadku których jest najbardziej kontrowersyjny. Žižek uważa bowiem, że USA dokonują tak zwanej legitymizacji swojego imperializmu, co czynią za sprawą pozostawania w ciągłym stanie wojny (na przykład z terrorystami) i maskowania nadchodzącego nieuniknionego konsumpcjonistycznego upadku przez wchłanianie zagranicznego kapitału. Konkluzja jest zatem jasna: „W odróżnieniu od sytuacji z roku 1945 świat nie potrzebuje Stanów Zjednoczonych; to Stany potrzebują reszty świata”[5].

Z Žižkiem można się nie zgadzać, nie jest to nawet trudne. Jednak każdy, po wnikliwym przeczytaniu jego prac, musi przyznać, że w wyrażanych przez niego poglądach kryje się przynajmniej pierwiastek logiki. „Rok niebezpiecznych marzeń” jest tego kolejnym przykładem, jeszcze bardziej wyrazistszym niż poprzednie książki, ponieważ w sposób nadrzędny krytycznie odnosi się tu do popularnego ostatnio „aksjomatu”, zgodnie z którym obecne czasy są „czasami krytycznymi, czasami deficytu i długu i że będziemy musieli nieść ten ciężar i zaakceptować niższy standard życia wszyscy razem – to jest wszyscy z wyjątkiem (bardzo) bogatych”[6]. Tym samym obciążenie większym podatkiem tych najzamożniejszych okazuje się być nawet nie „tabu” (jak określa to Žižek), lecz tajemnicą poliszynela. Słoweński filozof podaje tutaj jasną przyczynę tego stanu rzeczy: zdaniem rządzących nie można tego zrobić, bo wtedy uruchomiłoby się tak zwane błędne koło – bogaci przestaliby inwestować, a biedni jeszcze bardziej by zbiednieli. Dlatego jedynym rozwiązaniem jest zapobieganie temu, aby za jakiekolwiek zawirowania na rynku finansowym odpowiadały „wielkie prywatne banki” lub niewyobrażalnie bogate koncerny. Łatwo można to uczynić za sprawą „interwencjonizmu”. Jak wiadomo coraz częściej rzeczywistością staje się żart, zgodnie z którym tylko najbiedniejszych stać na płacenie podatków i państwo wręcz jest zobligowane, korzystając ze środków zgromadzonych przez ubogich, do zapobiegania upadkom prywatnych firm.

W rzeczywistości Slavoj Žižek wyraża tutaj swe ubolewanie wobec tak dalekosiężnego marnowania potencjału wśród młodych ludzi. Choć „Rok niebezpiecznych marzeń” pisał w 2012 roku to już wtedy był przekonany, że zaistniały i wyeksponowany na ulicach „autentyczny gniew”, był niezdolny przekształcić się w coś naprawdę konstruktywnego, oprócz kilku spalonych samochodów i obrabowanych sklepów, ponieważ mieliśmy wtedy do czynienia z „rewoltą bez rewolucji”. Pomimo tak obszernie zrelacjonowanych tu studiów do dziś jeszcze nie wiemy, co jest potrzebne, aby wewnętrzny opór ludzi wobec niesprawiedliwości mógł przeistoczyć się w „choćby minimalny pozytywny projekt społeczno-politycznej zmiany”[7]. Widocznie nie jesteśmy jeszcze gotowi na prawdziwą rewolucję, jeżeli ograniczamy się tylko do gestów będących tylko jakimś zalążkiem „formalnego gestu odrzucenia”[8]. Trudno orzec jakie są tego przyczyny. Może wszystko to, co nas otacza do tego stopnia przypomina formę otwartą i jest na tyle zdegenerowane, że nic nie jest nawet godne, aby zostać zburzone?

Głównym przesłaniem „Roku niebezpiecznych marzeń” jest to, że należy wyrzec się historycyzmu i  by to, co dzieje się na naszych oczach, przestać interpretować jako „kontinuum przeszłości z teraźniejszością”. Tym samym nade wszystko „powinniśmy wnieść perspektywę przyszłości, spojrzeć na (…) [wydarzenia 2011 roku] jako na ograniczone, zniekształcone (czasem wręcz zepsute) fragmenty utopijnej przyszłości, która drzemie w teraźniejszości jako jej ukryty potencjał”[9].

Autor: Przemysław K.

Slavoj Žižek „Rok niebezpiecznych marzeń”, wstęp: Igor Stokfiszewski, przekład: Maciej Kropiwnicki, Barbara Szelewa, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2014, s. 248

——————————–

[1] s. 7

[2] s. 197

[3] s. 110

[4] s. 108-109

[5] s. 46

[6] s. 53

[7] s. 147

[8] s. 156

[9] s. 228-229

Cytat wykorzystany w tytule tego tekstu pochodzi ze strony 199.

„W stanie dziwnego wyzwolenia musimy przestać martwić się troskami innych ludzi i wycofać się na pozycję biernego obserwatora autodestrukcyjnego krążenia systemu”, czyli jesteśmy za młodzi na rewolucję dopóki nie porzucimy wizji „deterministycznego planowania”