„Diabeł lepi garnki, ale nie robi pokrywek”, czyli Włoch na tropie Mefistofelesa

Opublikowane niedawno tłumaczenie książki „Czarnobyl” Francesca M. Cataluccia (ur. w 1955 roku) to jeden z niewielu przykładów pozycji rozpatrujących określone zagadnienie z niezliczonych perspektyw, które dopiero po dokładniejszej analizie wydają się misternie powiązane. W tym niepozornym eseju rozpisanym na jedenaście rozdziałów w sposób autonomiczny następuje po sobie bardzo wiele wątków starających się rozwikłać zagadkę koncentracji zła w niewielkim ukraińskim miasteczku Czarnobyl, które niestety międzynarodową sławę zyskało dzięki katastrofie tamtejszej elektrowni jądrowej 26 kwietnia 1986 roku.

Całość rozpoczyna się od opowieści o tym jak autor, w poszukiwaniu prezentu dla polskiej koleżanki, w paryskim antykwariacie natrafił na osiemnastowieczną mapę Ukrainy. Jeden z klientów zwrócił jego uwagę na etymologię słowa „Czernobel” mającego oznaczać „czarną łodygę”. Dzięki temu zwyczajnemu wydarzeniu włoskiemu badaczowi dziejów Europy Wschodniej intrygująca nazwa tej miejscowości z nieznanych względów na trwałe wyryła się w pamięci. Wszystko to przerodziło się wręcz w chorobliwą fascynację tym miejscem i dzięki temu czytelnik ma okazję zapoznać się także z zamieszonym w tej książce reportażem z wycieczki do Prypeci i Czarnobyla, które teraz dzięki niepowtarzalnej i od czasów wybuchu zupełnie nienaruszonej socjalistycznej architekturze są międzynarodową atrakcją turystyczną. Następnie, aby autobiografizmowi stało się zadość, Cataluccio opowiada o swojej młodości, gdy służąc w wojsku był psychiatrą z dyplomem z filozofii i miał okazję zbadać tajne dokumenty dotyczące katastrofy w Seveso dzięki której do atmosfery wydostała się duża ilość silnie trującej dioksyny (TCDD). Po tych dygresjach autor przechodzi do właściwej relacji swych studiów na temat historii Czarnobyla, który prawie od zawsze związany był ze społecznością żydowską (tutaj na przykład istniał jeden z głównych ośrodków chasydyzmu). Okazuje się, że miasteczko to ma także o wiele bogatszą przeszłość niż mogłoby się wydawać. Pierwsza wzmianka o nim znajduje się już w latopisie z 1193 roku. Od tego czasu dotknęły go wszelkie możliwe katastrofy: bunt chłopów pańszczyźnianych i Kozaków, wojna rosyjsko-polska (w XVI w.), drugi rozbiór Polski, wojna domowa, rewolucja 1917 roku, kolektywizacja rolnictwa, klęska głodu zwanego „Hołodomorem”, zbrodnie nazistów i sowietów oraz będący osobliwym zwieńczeniem dzieła zniszczenia wybuch elektrowni. Autor nie omieszkał także sporządzić szczegółowej relacji z przebiegu tego ostatniego kataklizmu, która oparta jest przede wszystkim na treściach zawartych w książce Swietłany Aleksijewicz pod tytułem „Czarnobylska modlitwa” oraz sprawozdań fotoreporterów. Obraz dopełnia „odnaleziony dziennik z Polski”, czyli zapiski autora z 1986 roku. Przebywał on wtedy w Warszawie i opisuje reakcję Polaków na wieści o możliwym radioaktywnym zagrożeniu.

Catalucci Czarnobyl postrzega jako miejsce, które szczególnie przypadło do gustu szatanowi czyniącemu sobie niekiedy z niego swe siedlisko i wciąż przypominającemu tam o swym istnieniu. Jako miłośnik literatury nie mógł także powstrzymać się przed przeanalizowaniem motywu diabła w twórczości ukraińskich i rosyjskich twórców. Pisze o dziełach i życiu Izaaka Babla, Fiodora Sołoguba, Michaiła Bułhakowa, Wasilija Grossmana, Fiodora Dostojewskiego, Jurija Andruchowycza, Nikołaja Gogola oraz Tadeusza Micińskiego, który zginął niedaleko Czarnobyla.

Z książki Francesca M. Cataluccia wyłania się obraz skorumpowanej Ukrainy, opanowanej przez mafię i będącej w zupełności pełnowymiarowym odpowiednikiem zachodnich stereotypów na jej temat. Eseista ten wysnuwa nawet tezę, że kraj ten jeszcze przez wiele lat będzie stracony dla współczesnej cywilizacji. Wszystko to, co stało się w tym niepozornym miasteczku nazywa „próbą generalną przed końcem świata”, dzięki której Czarnobyl stał się „na wpół wyludnioną mieściną”, jedną z wielu przeszkód w promocji Ukrainy jako jednego z krajów wspólnoty europejskiej.

Autor: Przemysław K.

Francesco M. Cataluccio „Czarnobyl”, przełożył: Paweł Bravo, wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013, s. 152

„Diabeł lepi garnki, ale nie robi pokrywek”, czyli Włoch na tropie Mefistofelesa

One thought on “„Diabeł lepi garnki, ale nie robi pokrywek”, czyli Włoch na tropie Mefistofelesa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *