Opowieść o ojcu, którego nie było stać na rękawiczki, czyli „non omnis moriar” jest kłamstwem

Od samych początków istnienia powieści wiadomo, że utwory inspirowane rzeczywistymi wydarzeniami, lecz będące w większości wytworem wyobraźni artysty, osiągają największe uznanie. Metin Arditi w swej książce o bardzo enigmatycznym tytule „Turquetto” wydaje się być powieściopisarzem aż do przesady tego świadomym. Opowieść w niej zawarta zawiera w sobie wszystkie elementy jakie są potrzebne do tego, aby powstało dzieło poruszające i co najważniejsze zapadające w pamięć. Swoich czytelników przenosi w malarski świat renesansu XVI wieku. Nie brak tutaj zatem wielkiej polityki, ogromnych pieniędzy, zwalczających się nawzajem religii, miłości oraz morderstw. Autor, choć mieszka w Szwajcarii, ze względu na swoje pochodzenie jest pisarzem, którego styl o wiele bardziej przypomina literaturę arabską niż europejską. Jeżeli do kogokolwiek można by było go porównać to właśnie do Orhana Pamuka, który tak samo jak on tworzy rozdziały niezbyt obszerne i do przesady konkretne, a jego fabuły oparte są na wielu perspektywach będących konsekwencją wprowadzenia wielu równoprawnych narratorów, którzy przy okazji uczestniczenia w wątku głównym opowiadają o swoim życiu. Wszystko zaczyna się w Konstantynopolu, we wrześniu 1531 roku. Żyje tam młody syn biedaka, Eliasz Soriano, który jest Żydem. Ze względu na wyznanie nie może poświęcić się swojej największej pasji – malowaniu. W każdej wolnej chwili, wbrew zakazom rodziny i rabina, rysuje portrety ludzi spotkanych w tawernie. Gdy nie ma takiej możliwości swój talent rozwija w wyobraźni, dzięki której w każdym miejscu może odwzorowywać rzeczywistość, a uzyskane w ten sposób imaginacyjne obrazy składać na mentalną „stertę”. Poza tym w sklepie swego jedynego przyjaciela, wytwórcy tuszu, poznaje tajniki wytwarzania barw. Już on poznał się na jego zdolnościach: „Jestem pewien, że na całym świecie nie znalazłoby się drugiego dziecka w twoim wieku, które potrafiłoby narysować tak piękny portret”[1]. Po śmierci ojca, którego zbytnio nie szanował, w przypływie niezrozumiałej odwagi postanawia uciec do Wenecji. Na statku podaje się za Ilyasa Troyanosa, Greka. Na miejscu od razu udał się do pracowni malarskiej Tycjana, który w kilka sekund uświadomił sobie, że stojący przed nim chłopiec to przyszły geniusz stuki. Już wtedy przylgnęło do niego przezwisko Turquetto, które w tłumaczeniu oznacza małego Turka.

Opowieść ta jest jedną z wielu traktujących o ludziach, którzy musieli wyrzec się wiary przodków, aby zrealizować swe marzenia. Bohater trafia do miasta w zupełności odpowiadającemu jego dziecięcym planom. Jest to jednak miejsce zupełnie zepsute przez zło świata: „Wenecja nurza się w śmieszności”[2]. Eliasz się tym nie przejmuje, dla niego najważniejsze jest, że dopiero tutaj zdobył uznanie: „(…) wszyscy zgodnie twierdzili, że jego obrazy wywołują szczególne uczucia i że pozostawiają człowieka bez głosu. Że jest największy spośród wszystkich malarzy w mieście. Większy od Tycjana i Veronesego”[3]. Ceniono go przede wszystkim za unikalne połączenie precyzji i łagodności, koloru i rysunku, „duchowości” przeszłości i „zmysłowości” teraźniejszości. Jedynym z jego zachowanych do dzisiaj obrazów jest „Mężczyzna z rękawiczką”, którego autorstwo do niedawna przypisywano Tycjanowi. Dopiero wnikliwa analiza zamieszczonego na nim podpisu wykazała, że prawdziwym autorem był ktoś inny. W wyobrażeniach Metina Arditiego obraz ten jest portretem ojca Turquetta, któremu w ten sposób doceniony już artysta chciał przywrócić godność. Ze względu na ujawnienie pochodzenia malarza wszystkie jego dzieła zostały uznane za bluźniercze i spalone. Przedziwnym zrządzeniem losu ocalał tylko „Mężczyzna…”, który dziś przechowywany jest w zbiorach Luwru i poświadcza jak bardzo ludzie mogą być okrutni w gruncie rzeczy wobec samych siebie.

„Turquetto” to wzruszająca powieść oparta przede wszystkim na legendzie i nielicznych faktach o człowieku, którego jedynym przewinieniem było to, że nie urodził się tym kim „powinien”. Ludzkość skrzywdziła go najbardziej jak tylko mogła: został pozbawiony stworzonego przez samego siebie pomnika i bezwzględnie odrzucony jako ktoś kto nie zasługuje na posługiwanie się swym talentem. Choć sam bohater wypowiada się o sobie jako o człowieku skrajnie próżnym i „fałszywym skromnisiu”, to czytelnik tej powieści wie, że w gruncie rzeczy Turquetto był dobrym człowiekiem. Metin Arditi to pisarz potrafiący za pomocą literatury dogłębnie zbadać psychikę człowieka i zaprezentować swoje spostrzeżenia czytelnikowi w taki sposób, aby pokazać jak ważny, także w obecnym czasie, jest problem wyobcowania i niezrozumienia własnego „Ja”.

Autor: Przemysław K.

Metin Arditi „Turquetto”, przełożyła Agata Kozak, Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2013, s. 304

——————————–

[1] s. 38

[2] s. 95

[3] s. 94

Opowieść o ojcu, którego nie było stać na rękawiczki, czyli „non omnis moriar” jest kłamstwem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *