To dom jest ideą

W gruncie rzeczy książka „Dom na rozdrożu” warszawskiej autorki Ewy Bieńkowskiej (ur. 1943) to pozycja bardzo tajemnicza i trudna, przede wszystkim z powodu lawirowania pomiędzy wieloma życiowymi momentami w historii rodzinnej. Jednak brak sztywnego zachowywania chronologii jest tutaj tak wykorzystany, aby odbiorca był w pełni świadom, że to nie opowieść o wydarzeniach historycznych ostatniego wieku lecz o interesujących losach kilku osób poświęcających swoje życie dla sztuki, w czym skutecznie przeszkodziły (i czasem pomogły) przeróżne zawieruchy światopoglądowe. Już w pierwszym rozdziale jesteśmy wprowadzani w najbardziej intymniejszą sferę – w środowisko rodzinne. Przedwojenna kamienica nazwana przez Stefana Kisielewskiego „akwarium” w pobliżu Trasy Łazienkowskiej i placu Na Rozdrożu, a przed nią kilka sędziwych dębów będących „prawdziwą ozdobą”. I nieustanne pytania: „Jak dęby przetrwały wojnę? Dlaczego nie zniknęły choćby w dniach likwidacji powstania warszawskiego?”[1]. I brutalny fakt, o którym trudno zapomnieć: „tu znajdowało się biuro i kazamaty gestapo”[2]. Drzewa te były niewątpliwą dumą mieszkańców, czymś co przypominało im codziennie o własnej wyjątkowości, o mieszkaniu w miejscu całkowicie nietkniętym. Natomiast w bramie dwoje żołnierzy, który specjalne powitanie „zachowywali dla wyższych szarży”[3], ważnych w obecnym ustroju, często przywożonych „w samochodach z kierowcą”[4]. I wspomnienia, miliony wspomnień. Nauka w szkole podstawowej, podwórkowe spotkania z „córką generalską”[5], znikanie z mieszkań tych już niepotrzebnych, przenoszonych „do najzwyklejszych dzielnic”[6]. Czy ci, którzy tam mieszkali byli „Grupą wybranych, którzy chcą zapomnieć o swojej kondycji i udają, że są tacy jak wszyscy”[7]? Czy istniały pomiędzy nimi, a tym „co nazywano społeczeństwem” tak zwane „ukryte przedziały”[8]? Zapewne. Kamienica „w istocie żadnej wspólnoty nie tworzyła”[9], silnie zarysowane „podziały”, a sąsiedzkie kontakty bardzo oszczędne. „W miarę” upływu czasu sytuacja się poprawiała, „zanikał styl wojskowy” równolegle ze starzeniem się mieszkańców. Jako, że jest to opowieść autobiograficzna to kluczowe w niej miejsce zajmuje Rodzina: Rodzice i Brat, pisani zawsze z szacunkiem z dużej litery. Wojna nie poczyniła w ich życiu strat nie do odrobienia, stracili „tylko” księgozbiór, z pewnością obszerny. To właśnie sztuka stała się ich całym życiem, „królestwo książek i królestwo muzyki” były „dla Rodziców uprzywilejowaną formą kontaktu z dziećmi”[10] oraz twórczość Szekspira jako „patrona (…) wykształcenia”[11]. Jednak to matka, Flora z Trynkusów Bieńkowska (1909-1990) była prawdziwą duszą artystyczną, to ona była powieściopisarką (jej największym dziełem jest trylogia „Dalekie drogi”: „Czyściec”, „Pusta kwinta” oraz „Smuga światła”), poetką i dramaturgiem, to ona grała na fortepianie. Ojciec zaś był mistrzem działania, które powiązane było przede wszystkim „z zajmowanym urzędem”[12] w czym pomagały mu namiętnie gromadzone gazety. Czynnie uczestniczył w życiu politycznym Polski. Był uznanym publicystą, socjologiem, ministrem oświaty (w latach 1956–1959), organizatorem PPR oraz KRN; kierownikiem propagandy – jednak jak wszyscy przeżywał wzloty i upadki. Będąc następnie jawnym krytykiem realnego socjalizmu stał się przeciwnikiem panujących, co zostało skutecznie pogłębione przez współpracę z zagranicznymi mediami, między innymi z pismem Jerzego Giedroycia. Ewa Bieńkowska jest także w stanie bardzo racjonalnie scharakteryzować ich stosunek do świata:

Myśl teoretyczna może dawać autorom zawrotne uczucie posiadania świata, ogarniania go jednym rzutem oka. Tak nie jest z literaturą, gdzie świat można kochać, nienawidzić, ale jest się wobec niego bezradnym. Abstrakcja jako oswojona forma woli mocy. Tak się też wykłada dwoistość temperamentu moich rodziców. Ona przyznawała się do miłości i bezradności, on chciał intelektualnego władztwa[13].

Nie brakuje tu także rozważań na temat wkraczających na szerokie łamy dzisiejszych klasyków literatury: „pojawia się Iwaszkiewicz, obaj Brandysowie, Konwicki, Białoszewski, Grochowiak, Herbert, Jasienica”. Literatura zagraniczna także daje o sobie znać – publikuje się tłumaczenia Ernesta Hemingwaya, Patrica White’a, Virginii Woolf, Jamesa Joyca, Dostojewskiego oraz Thomasa Eliota. I słowa, które użyte w innym kontekście, dają nam pewien obraz kiełkującej fascynacji, mającej dać znać o sobie w przyszłości: „Niezapomniana przygoda czekała mnie z książkami (…)”[14].

Niniejsza książka jest próbą zarysowania portretu światopoglądowego intelektualnego środowiska na przykładzie rodziców autorki, która omawia tutaj ich losy, szczegółowo rozważa dokonania twórcze (także te nigdy nie opublikowane), sporządza „listę” osób odwiedzających rodzinny dom, a także dokonuje bardzo dokładnej analizy, choć siłą rzeczy zakrojonej na małą skalę, ówczesnego świata polityki i kultury. Najwięcej uwagi poświęca „trudnym latom sześćdziesiątym” oraz Polsce Ludowej. Opowiada o ludziach jakich wielu. Dlaczego więc to oni mieliby doczekać się upamiętnienia za sprawą tej pozycji? Dlaczego to akurat opis ich życia zostanie utrwalony dzięki tej książce? Nie wiem. Jestem pewien natomiast tego, iż to oni właśnie zasługują na pamięć. Szkoda, że inni nie mają (i prawdopodobnie nie będą mieć) takiego szczęścia. Pewne wytłumaczenie czytelnik zauważy w tym zdaniu: „Dopiero po latach zaświeciła w głowie Brata myśl o wydaniu Południa wieku – a mnie śmiały pomysł spisania wspomnień. Coś w rodzaju portretu podwójnego, by utrwalić ślad ich przejścia przez życie…”[15]. Bez wątpienia nadchodzi nowa epoka w dziejach świata, w której jedni widzą zapowiedź trzeciej wojny światowej, zaś drudzy przyszłą reformę światopoglądową mającą odmienić nasze społeczeństwo na lepsze. Aby jednak coś mogło się rozpocząć coś musi zostać definitywnie zakończone. I ta książka jest właśnie jednym z takich impulsów, które w pewnym momencie zbiorą się w jednym miejscu na świecie, gdzie wydarzy się coś o czym pamiętać będą wszyscy.

Ewa Bieńkowska „Dom na rozdrożu”, wydawnictwo Sic!, Warszawa 2012, s. 260

Autor: Przemysław K.


[1] s. 7.

[2] Idem.

[3] s. 11.

[4] s. 12.

[5] s. 15.

[6] Idem.

[7] s. 12.

[8] s. 16.

[9] s. 18.

[10] s. 26.

[11] s. 27.

[12] s. 28.

[13] s. 238-239.

[14] s. 23.

[15] s. 252.

To dom jest ideą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *